Jak zostałem „porywaczem”. Swego syna

W mediach został okrzyknięty porywaczem własnego syna. On i jego matka (babcia małego Oliwiera) są bohaterami procesów o dziecko. Paweł Chądzyński jest oburzony przebiegiem wydarzeń, które doprowadziły do tego, że nie może widzieć swojego syna. W sierpniu wywiózł swojego trzyletniego synka Oliwiera w podróż do Szwajcarii. Mówi, że zdecydował się na ten krok, ponieważ był pewny, że dziecko w rodzinie jego matki jest bite wraz z córką z poprzedniego związku matki. Potwierdził to także w sądzie dziadek dzieci, ojciec Beaty Chądzyńskiej


Po rozłące chłopiec został odłączony od matki, której sąd przyznał prawa do pełnej opieki nad synem, a ojca pozbawił praw rodzicielskich. Później nastąpiła cała seria wydarzeń, które doprowadziły do tego, że Chądzyński dostał i odsiedział wyrok za „porwanie”, a jego matka – babcia chłopca trafiła do więzienia za pomoc w porwaniu. Teraz oboje czekają kolejne rozprawy, a niewykluczone, że również więzienie, o co wnioskuje łomżyńska prokuratura. Sprawa ma wiele wątków, choć media od razu jednoznaczne przesądziły: ojciec porwał dziecko.

 

Jakie były początki tej historii? Według relacji Pawła Chądzyńskiego Beata Chądzyńska – matka Oliwiera, po wyprowadzeniu się ojca z domu zakłada sprawę o alimenty i ustalenie miejsca pobytu dziecka razem z nią. Ojciec miał nadzieję, że będzie to tylko sprawa o separację, a w międzyczasie regularnie odwiedzał syna. Na pierwszej rozprawie sąd ustanowił dni widzeń ojcu i alimenty pozbawiając go stałej opieki i nieskrępowanego kontaktu z synem. Paweł Chądzyński dowiedział się również, że matka dziecka chce rozwodu tylko i wyłącznie z jego winy. W czerwcu 2014 r. przy okazji widzenia z synem Paweł Chądzyński zauważył po raz kolejny ślady na twarzy chłopca – sińce i rany. 6 czerwca odbyła się rozprawa, podczas której matka zeznała, że obrażenia syna są spowodowane upadkiem Oliwiera na chodnik. Twierdziła, że podczas spaceru upadł na betonowy chodnik. Ojciec pojechał z nim do instytutu sądownictwa w celu przeprowadzenia obdukcji obrażeń dziecka. Lekarz wykluczył upadek. Badanie odbyło się po 9 dniach od zdarzenia (9 czerwca).  14 czerwca matka chłopca wskazując na te same obrażenia dziecka złożyła w sądzie wniosek pisząc, że ojciec celowo pobił syna dla uzyskania niekorzystnego dla niej wyniku obdukcji i zażądała ograniczenia mu praw rodzicielskich. Była to rozprawa niejawna, podczas której sąd przychylił się do wniosku matki i ograniczył prawa rodzicielskie ojca. Po tej sytuacji Paweł Chądzyński zdecydował, że nie odda dziecka matce, która umiejętnie manipuluje faktami na swoją korzyść.

 

Po tym jak matka chłopca do poszukiwań swojego dziecka zaangażowała fundację ITAKA, organa ścigania i powiadomiła media, Paweł Chądzyński w sierpniu decyduje się potajemnie wywieźć pociągiem syna z Polski do Szwajcarii i tam przygodnie napotkanego policjanta prosi o udzielenie azylu. Trafia do aresztu, gdzie spędza 50 dni. W dniu zatrzymania on i chłopiec przebywają 8 h razem w celi do momentu podjęcia decyzji o ich rozdzieleniu. Następnie odbywa się proces o wydanie Oliwiera matce. Ojcu Oliwiera Szwajcarzy zakładają sprawę i wypuszczają na wolność. Wraca do kraju z opinią porywacza. W Polsce na rozprawie niejawnej zostaje skazany za porwanie dziecka (30 listopada 2015 r.). Wyrok o porwanie w sądzie II instancji zapadł przy składzie jednoosobowym, a nie wymagalnym trzyosobowym. Dostaje wyrok w zawieszeniu. 10 marca odbyła się rozprawa o odwieszenie kary, którą wniosła prokurator Katarzyna Elżbieta Lutrzykowska uzasadniając, iż Chądzyński nie zastosował się do nakazu wyroku w pierwszej instancji i nie oddał Oliwiera matce, a tym samym popełnił przestępstwo. Sąd jednak oddalił wniosek prokuratury.

 

Ciekawym wątkiem sprawy jest to, że 10 sierpnia  babcia Oliwiera po kolejnej wizycie u RPD zostaje wyprowadzona przez policję w kajdankach i trafiła do aresztu w Białymstoku, gdzie przebywa miesiąc czasu. Zostaje tam osadzona wraz ze sprawczyniami najcięższych przestępstw. Hanna Chądzyńska została aresztowana na 14 dni decyzją prokuratora, po tym, jak przejęła opiekę nad chłopcem, gdy jej syn udał się po pomoc do Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka. Prasa bardzo szybko ustaliła, że babcia chłopca jest jedną z dwóch bliźniaczek, które zostały zamienione po urodzeniu w łomżyńskim szpitalu i domagają się półmilionowych zadośćuczynień za pomyłkę. W efekcie połączyła fakt jej trudnej przeszłości rodzinnej z zarzutami. Jednak nie sprawdzono, że to właśnie Hanna Chądzyńska w 2013 r., jeszcze przed sprawą rozwodową jej syna i synowej spowodowała, że prokuratura i sąd zajęły się sprawą złego traktowania Weroniki – córki Beaty Chądzyńskiej. To ona jako pierwsza zeznała, że Weronika jest bita przez matkę. Zawiadomiła także pedagoga szkolnego i wychowawców dziewczynki. Ale sprawa została umorzona pomimo tego, że byli również inni świadkowie. W toku śledztwa sama dziewczynka powiedziała, że to Paweł ją bije. Tego wątku prokuratura jednak nie podjęła i nic nie zrobiła z tą informacją. Tę sprawę prowadziła również prokurator Lutrzykowska.   

 

W nagraniu sporządzonym w czasie rozłąki chłopca z matką Oliwier na zadawane pytania wielokrotnie powtarza „nie lubię mamy”, a także  mówi: „mama nie kocha mnie”. Jest w tym jednoznaczny I pytany zawsze spontanicznie  odpowiada w ten sam sposób. Był to film, w którym mimo długiej kilkumiesięcznej rozłąki z matką i sugestii o miłości mamy do  syna ani razu Oliwier nie powiedział o niej dobrze. Ten film Chądzyński przekazał prokurator Lutrzykowskiej z sugestią, że dziecko mogło być również pobite przez konkubenta żony. Paweł Chądzyński zaniósł ten film do Biura Spraw Wewnętrznych w Warszawie w czasie, kiedy był poszukiwany.

 

Ewa Tylus, Ewa Mirgos


02-04-2016 admin

Komentarze

  • Dobro dziecka powinno być najważniejsze.
  • i nikt nic z tym nie zrobił, dziecko skazane na matkę. Może już czas zdemontować tą atrapę wymiaru sprawiedliwości z urzędasami pierdzistołkami

Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Krótko i na temat - Zbigniew Żmigrodzki

Siewcy niepokoju

 

Nasze czasy wyznaczają szczególną rolę dziennikarzom i politykom. I jedni, i drudzy nigdy nie cieszyli się ogólnym uznaniem: wzniecali konflikty i zamieszanie, rozsiewali kłamstwa, wmawiali niestworzone rzeczy. Dzisiaj tak zwani pracownicy mediów w znacznej części służą politykom w podsycaniu wrogości i narzucaniu lewackich poglądów, a zwłaszcza ateizacji; upowszechniają tendencje antyobyczajowe i antymoralne. Istnieją pod tym względem chlubne wyjątki, ale uczciwi dziennikarze i publicyści, tak zresztą, jak i politycy, prześladowani są przez rozpanoszony medialny libertynizm, obrzucani obelgami, eliminowani na różne sposoby. Walka zła z dobrem, jaka toczy się teraz zawzięcie w świecie, znajduje wśród służalczych ludzi mediów użytecznych sojuszników, zdolnych i skłonnych do wszystkiego.

 

***

Dialog, pojednanie, jedność

 

Ustawicznie słyszymy wezwania, aby przystąpić do dialogu i pojednać się, by zapanowała upragniona „jedność”. Są to jednak postulaty nierealne w sytuacji, gdy w świecie toczy się kampania agresywnego ateizmu pod hasłem laicyzacji oraz usunięcia religii i moralności chrześcijańskiej z życia społecznego. Jego przedstawiciele pojmują dialog i pojednanie jako przyjęcie ich przekonań i ustąpienie im pod każdym względem; posługują się kłamstwem, oszczerstwem i pałają nienawiścią. Czy Chrystus jednał się z faryzeuszami albo z kupczącymi w świątyni? Do dialogu nie ma partnerów, słyszy się groźby i obraźliwe wyzwiska, inaczej myślącym zapowiada uwięzienie, udręki, zagładę.. Toczona przez lewactwo wojna ideologiczno – polityczna nie pozostawia miejsca na mówienie o jakiejkolwiek „jedności’. A jeżeli ktoś piętnuje w imieniu Kościoła „swary i spory”, niech powie wyraźnie, kto je wszczyna i kto za nie odpowiada. Inaczej te „szlachetne’’ apele to puste, obłudne mistyfikacje.

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis