Neomarksizm, czy nowe oznacza lepsze? Ewa Działa-Szczepańczyk

Czy „nowe” oznacza „lepsze”? Odpowiedź brzmi - czasami TAK, ale tylko, czasami. Żyjemy w epoce, która naznaczona jest w przestrzeni publicznej pewnymi po stokroć powtarzanymi „prawdami”. Nie są to ani prawdy ujawnione, ani objawione, ani prawdy oczywiste, ani wreszcie, prawdy zweryfikowane. Jedyne co je charakteryzuje to, to że są ustawicznie nam sączone do głów.

 


Z czasem stają się dla nas opiniami tak oczywistymi, że nie uważamy za konieczne by mogły podlegać jakiejkolwiek obróbce intelektualnej. Zrastają się tak dalece z naszym ja, że już nie dostrzegamy ich nielogiczności. Takim „hitem” ostatnich lat jest dogmat: „świat idzie do przodu, trzeba iść z duchem czasu - wszystkie idee które się pojawiają są wartościowe, bo są nowe” Ten, kto ich nie chce zaakceptować jest zatęchłym konserwatystą, „ciemnogrodem”, wstecznikiem i człowiekiem o ciasnym umyśle nie umiejącym się otworzyć na wyzwania nowego świata. Dlaczego dzisiejszym Wielkim Kreatorom Ludzkości, tak mocno zależy, byśmy bezkrytycznie przyjmowali wszystko co nowe? Odpowiedź jest prosta. To co nam serwują ci „mądrzejsi z definicji” nie ma podlegać intelektualnej analizie, bo gdybyśmy się jej dopuścili, okazało by się, że mamy do czynienia z wielką mistyfikacją.

A cóż za „nowość” chcą nam wcisnąć ci Wielcy Kreatorzy Ludzkości? Ano, kilka ideologicznych dyrdymałów, które niczym muzyka disco polo łatwo wpadają w ucho, ale niewiele są warte. I to my oczywiście mamy w nie wierzyć, Oni - w żadnym wypadku. Ten ideologiczny bełkot to odsmażane stare kotlety czyli ideologia marksistowska serwowana nam obecnie w nowej odsłonie - w świeżej i bardziej pikantnej panierce – czyli w postaci neomarksizmu (marksizmu kulturowego). Najzabawniejsze jest to, że propagatorzy tej ideologicznej papki to zdeklarowani ateiści, mieniący się spadkobiercami ludzi światłych, pragmatycznych, ufających wyłącznie zdobyczom nauki, a tak naprawdę w głoszonych przez siebie „prawdach” czynią to, co jest dokładnym zaprzeczeniem idei „mędrca szkiełka i oka”. Zupełnie lekceważą zdobycze nauki, mało tego, oni, jeżeli zachodzi taka potrzeba, naukę naginają do głoszonej przez siebie ideologii. Oto kilka przykładów założeń i dogmatów tej „religii” z próbą wykazania ich irracjonalności:

  1. W świecie ludzi nie występuje coś takiego jak płeć męska i żeńska. Płeć jest kwestią samopoczucia i deklaracji. Tym sposobem ogłoszono już około 60 rodzajów płci występujących u naszego gatunku. Brak słów by to komentować. A gdzie zdobycze genetyki, biologii molekularnej, nie mówiąc już o zwykłej znajomości praw rządzących rozmnażaniem organizmów generatywnych. Nic to – ważniejsze jest krzewienie idei, która docelowo ma nas pozbawić własnej tożsamości w tym tej najbardziej pierwotnej czyli płciowej.

  2. Odrzucamy zachowania, normy i wartości przypisane płci przez kulturę. Nie ma ról społecznych przypisanych kobiecie i mężczyźnie – nie będzie powodu by panoszyła się dyskryminacja ze względu na płeć. Z pozoru logiczne, ale tylko z pozoru. A dlaczego nie odwrócić sytuacji – wzmacniajmy „specjalizację” płci co do jej roli w rodzinie i społeczeństwie i uczmy się te role doceniać, a wszelkie patologie po prostu piętnować i karać. Ale według Kreatorów Lepszego Świata - nie ma takiej opcji - ma być na opak - „kobiety na traktor, mężczyźni do szydełkowania”, bo wtedy degrengolada społeczna się dopełni.

  3. Krzewimy ideę równości ras. Brzmi atrakcyjnie. Tylko jest jeden szkopuł – ludzie różnych ras różnią się jednak i to wieloma parametrami – i bardzo dobrze, w końcu setki lat ewolucji zrobiły swoje. Nie marnujmy tej spuścizny, uczmy ludzi wzajemnej tolerancji mimo istnienia między nimi różnic, a nie zaprzeczajmy ich istnieniu.

  4. Postulujemy równorzędność kultur w społeczeństwach zróżnicowanych etnicznie, kulturowo i religijnie („multikulti”). Ta kolejna „urowniłowka” brzmi również całkiem nieźle. Tylko rzeczywistość niestety mocno zgrzyta. Okazuje się, że jak zawsze w socjalizmie realizowanym w praktyce są równi i równiejsi (patrz: traktowanie katolików w „oświeconej” Europie).

  5. Odrzucamy gorset krępujący naszą seksualność w postaci nakazów religijnych i lokalnej obyczajowości. Każdy człowiek może się realizować w tym zakresie do woli, nie bacząc na ewentualne skutki uboczne np. w postaci zadawania cierpienia innym. Taki selfik seksualny „ ja w centrum i ewentualnie reszta w tle”. Na tym polu neomarksiści święcą triumfy już od lat 60-tych – bo nie ma nic przyjemniejszego jak dogodzić sobie i wyłącznie sobie nie licząc się z innymi np. krzywdą żony, męża, dzieci. Właśnie neomarksistom o to chodzi – zniszczyć rodzinę. Wówczas człowiek niczym „wolny elektron”, samotny wśród tłumu jest bardziej podatny na wpływy. Nie mając wsparcia w rodzinie, najczęściej szuka jej erzacu (bo człek to istota stadna) w postaci wolnych związków, sekt, znajdując „ukojenie” w używkach, narkotykach i alkoholu. Szybko się wykańcza nie doczekawszy emerytury, ale zanim to nastąpi to sporo popracuje. To wspaniały modelowy obywatel Nowego Lepszego Świata, oczekiwany z utęsknieniem przez neomarksistów.

  6. Życie człowieczego płodu jest mniej cenne niż życie w pełni rozwiniętego człowieka” Ten dogmat jest wyjątkową mieszanką hipokryzji i udawanej ignorancji, co do znajomości rozwoju człowieka. Doprawdy, to że część życia człowiek realizuje wewnątrz macicy, nie oznacza, że jest w tym czasie „gorszy” w stosunku do tego, który już znalazł się na zewnątrz czyli się urodził. My ssaki tak mamy, że musimy jakiś czas tam pobyć. Ptaki i gady ten czas spędzają wewnątrz jaj , inne zwierzaki od razu rozwijają się w środowisku zewnętrznym. Czy to oznacza, że życie tych ostatnich jest cenne od samego początku, a nasze niekoniecznie? Jeżeli już jednak jakimś fuksem uda się nam narodzić, to jeszcze nie koniec naszych problemów z nemarksistami. Czyhają oni, bowiem na nas w klinikach specjalizujących się w dokonywaniu autanazji w przypadku, gdybyśmy nie mieli szczęścia urodzić się pięknym i w miarę zdrowym egzemplarzem.

  7. Zwalczanie z całą konsekwencją postaw i działań godzących w doktrynę neomarksistowską. Tu szermierze „postępu” mogą sobie pogratulować pomysłowości, ale przede wszystkim skuteczności. Wpadli oni bowiem na szatański pomysł - zmiany znaczenia pojęć i dostosowania ich do własnych potrzeb. Neomarksiści każdemu nie podzielającemu ich doktryny człowiekowi (ruchowi, organizacji, czasami całemu narodowi) przykleją odpowiednią łatkę np. rasisty czy homofoba, po czym wyciągają swoją „pałę” nowomowy np. walki z nietolerancją, z mową nienawiści, z antysemityzmem, z rasizmem i ostatnio „modnym” faszyzmem i okładają nią z upodobaniem upatrzonego przez siebie wroga, czasami doszczętnie go niszcząc, a czasami tylko dyscyplinując.

Podsumowując, neomarksizm według jej twórców i propagatorów, to ideologia perspektywiczna. Jest świetnym narzędziem do intelektualnego i duchowego kastrowania ludzi, a następnie uczynienia z nich istot bytujących na poziomie czysto biologicznym. Z takim ubezwłasnowolnionym „materiałem” łatwo sobie już dalej poradzić. Docelowo ma on składać się z ludzi – rabów, ale co najważniejsze, nie mających świadomości, że nimi są, mało tego, zadowolonych ze swojego niewolniczego statusu. Ci, którzy już dzisiaj zostali tą ideologia zainfekowani, mają pierwsze objawy kliniczne tej choroby - uważają siebie za awangardę postępowej ludzkości. Nie dajmy sobie zaimplementować tego bakcyla, bo gdy będziemy mieć do czynienia z pandemią to będzie już za późno.

 


11-01-2019 admin

Komentarze

  • Podzielam ten trafny opis rzeczywistości.. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Warto wiedzieć

"Miś" Kamiński i Andrzej Morozowski sporządzili kiedyś chwalebne "dzieło" pt. "Koniec PiS-u". Rzeczywistość okazała się inna: to ich "Platformę" może czekać koniec. Zastąpi ją KOD lub "Nowoczesna" bądź połączenie tych awanturniczych gromad, zarządzone przez niewidocznych sterników antyrządowej rebelii. Tymczasem Tusk chce wyprzeć Schetynę i zastąpić Hanną Gronkiewicz-Waltz. Tylko tak dalej...
 
W "Super Expressie" wyróżnia się jako podgryzacz władzy Sławomir Jastrzębowski. Cytujemy: "KOD wyprzedza PiS  (...) ten ruch, pchany przez niewidzialne a sprawne ręce, dziś zwyciężyłby w wyborach". - Ciekawe, czyje to ręce? Zgłaszają się BND, Mossad,CIA, a chyba i złowrogi Putin. Jednak najpewniej są to ręce którejś z naszych specjalnych, podobno aż siedmiu, służb. Proponujemy dobrze trzepnąć po łapach...

 

 

 

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis