Dlaczego kierownicze elity UE „kochają” migrantów?  Ewa Działa-Szczepańczyk

Zapewne wielu naszych rodaków zadaje sobie pytanie - dlaczego elity decyzyjne Unii Europejskiej z tak wielką determinacja dążą do sprowadzania na nasz kontynent uchodźców z krajów biednych i dotkniętych wojną. Nawet powierzchowna analiza zjawiska nieuchronnie prowadzi do kilku spostrzeżeń, które w żaden sposób nie przystają do oficjalnie obowiązującej narracji tłumaczącej owe działania. Najbardziej nam znane tłumaczenie to: „Ze względów moralnych i humanitarnych kraje europejskie zobowiązane są pochylić się nad losem biednych migrantów, którzy uciekają przed chaosem wojennym panującym w ich ojczyznach”. Jest to tłumaczenie zrozumiałe, nieskomplikowane i przez to nośne medialnie. Przyjmowane jest ono przez większość Europejczyków bez większej refleksji, dopóki niektórzy z nich nie zetkną się osobiście z negatywnymi skutkami owej migracji. Nie będę jednak dociekać przyczyn dlaczego Europejczycy tak łatwo ulegają medialnej tresurze „w tym temacie”. Nie zajmę się również przyczynami tej migracji. Obydwa te zagadnienia wymagają odrębnej analizy. Bardziej interesującym wydaje się problem - czym zmotywowane są działania elit decyzyjnych Europy w omawianej kwestii, bo oficjalną wersję o potrzebie pomocy humanitarnej trzeba definitywnie odrzucić,  jako obliczoną na naiwność odbioru nieświadomych niczego Europejczyków. Oto kilka moich tez próbujących „rozszyfrować” te motywy:

1. Decyzyjne europejskie elity wyznające neomarksizm „w pełnej jego krasie”, przesiąknięte internacjonalizmem czują palącą potrzebę wyciągnięcia pomocnej dłoni w kierunku biednych uchodźców (jednak „niekumatemu” ludowi, który nie jest w stanie pojąć tej głębokiej motywacji sprzedaje się jej wersję uproszczoną: „biednym ludziom trzeba pomóc”). Teza ta jest o tyle mało wiarygodna, że te same elity, gorliwie wspierały wojskowe działania w północnej Afryce, które doprowadziły do wielkiego chaosu i kompletnego rozkładu społeczno-gospodarczego państw tego regionu (nazywanego dla niepoznaki szumnie Arabską Wiosną Ludów). Ktoś powie - może owe elity mają teraz poczucie winy z tytułu degrengolady, którą zafundowały tym krajom. Teraz leczą je gorliwym przyjmowaniem uchodźców z regionów dotkniętych tą degrengoladą. Tezę tę należy jednak definitywnie odrzucić, bowiem motywacją działań w polityce międzynarodowej nigdy nie było i nie jest poczucie winy, a poza tym wersja "oddolnej" rewolucji jaka się rozegrała w krajach północnej Afryki jest dogmatem i nie podlega dyskusji.

2. Decyzyjne europejskie elity w swoim odczuciu są spadkobiercami elit zarządzających swojego czasu sporym kawałkiem naszego globu. Ciągnięte bez pardonu zyski z kolonii wielu krajom europejskim przysporzyły prosperity na długie lata (z tego dobrego dla nich czasu czerpią korzyści do dzisiaj), a eksploatowanym skolonizowanym krajom, wielką biedę, z której do tej pory wiele z nich nie może się otrząsnąć. Poczucie winy z tytułu uprawiania niegdyś kolonializmu i potrzeba zadośćuczynienia ofiarom tegoż, pojawia się nieśmiało od czasu do czasu w narracji zachodnich mediów. Jest ona jednak przeznaczona tylko dla tych Europejczyków, którzy są zaniepokojeni negatywnymi skutkami migracji, celem ich zawstydzenia i wywołania w nich poczucia winy na zasadzie: jakże to? jesteście mieszkańcami kraju, który całe wieki ich wyzyskiwał, a teraz nie chcecie im podać pomocnej dłoni?.

3. Decyzyjne europejskie elity realizują przede wszystkim interes polityczny Niemiec, a jest nim podporządkowanie gospodarczo-polityczne pozostałych państw Europy ze szczególnym uwzględnieniem Europy Środkowej (patrz koncepcja Mitteleuropy). Wprowadzenie uchodźców na nasz kontynent jest środkiem by ten cel osiągnąć (patrz - „zaproszenie” Kanclerz Angeli Merkel). Ich masowa migracja do krajów Europy Środkowej, słabych gospodarczo i politycznie – do reszty miała je rozłożyć. Prawdziwość tej tezy należy poważnie rozważyć.

4. Rewolucja obyczajowa, która rozlała się po naszym kontynencie (i nie tylko naszym) zrobiła „co swoje” niszcząc zwłaszcza w Europie Zachodniej, rodzinę, tradycyjne wychowanie, wzorce męskości i kobiecości. Skutkiem tego Europa przeżywa nie tylko zapaść demograficzną, ale ma również problem z pozyskaniem pełnowartościowego rekruta, a jej realizowany obecnie cel to tworzenie armii europejskiej. Być może uchodźcy mają zasilić i to poważnie, szeregi tej armii – w końcu są to niesfiksowani neomarksistowską ideologią normalni mężczyźni i do tego zdeterminowani.

5. Decyzyjne elity UE dobrze zdają sobie sprawę, że kraje tzw. Starej Unii realizując koncepcję rozdawniczego neomarksistowskiego superpaństwa, ekonomicznie dłużej „nie pociągną”. Jeżeli mieszkańcy tych krajów chcą żyć na dotychczasowym poziomie, muszą pasożytować ekonomicznie na innych narodach. „Wysysanie” kolonii dawno się skończyło, a neokolonializm nie przynosi spodziewanych korzyści, bo kraje zaliczające się kiedyś do tzw. Trzeciego Świata, coraz bardziej wybijają się na niepodległość polityczno-gospodarczą i coraz lepiej dbają o własne interesy. Więc co pozostało? Szukać „kolonii” zastępczych. Stąd koncepcja „Europy dwóch prędkości”. Tymi „koloniami” ma być Europa Środkowa – jako rezerwuar taniej siły roboczej i miejsce „upłynniania” towarów (gorszej jakości – jak już się zdążyliśmy już przekonać). Innym rozwiązaniem jest wywoływanie zamętu w słabych ekonomicznie państwach spoza kontynentu europejskiego (najczęściej tych, których przywódcy mają długoletni staż w rządzeniu i przez ten fakt „awansują” do miana dyktatora, którego oczywiście trzeba obalić „w imię demokracji”), a potem pozostaje tylko czekać na efekt. A jest on zawsze ten sam – wartkim strumieniem wypływa z tych państw tania siła robocza, którą należy szybko przechwycić. Ta metoda ma tylko jedną wadę – ten „strumień” trudno jest okiełznać i czasami się „przelewa”, czego obecnie jesteśmy świadkami.

6. Sprowadzenie do Europy jak najwięcej obcego elementu, który w przyszłości będzie paliwem dla siania fermentu, a przecież o wieczny ferment i destrukcję społeczną chodzi samozwańczym „elitom”, które tylko o jednym marzą – o przechwyceniu za sprawą tego fermentu niekontrolowanej niczym władzy, dzięki której będą mogły zarządzać ludźmi według własnej autorskiej receptury. Temu od lat służą eksperymenty społeczne inspirowane myślą marksistowską i jej kolejną mutacją czyli neomarksizmem. Jak wiadomo, pomysł marksistów nie został zwieńczony sukcesem - paliwo niezadowolonego proletariatu jako potencjalnego sprawcy światowej rewolucji wyczerpało się raz na zawsze. Dla realizacji neomarksistowskiego zamysłu (Szkoła Frankfurcka) trzeba było stworzyć „proletariuszy zastępczych”. Rozniecony płomień rewolty „młodych gniewnych” z lat 60-tych (ruch hipisowski) z czasem się wypalił. Ruch feministyczny rozbłysnął wielkim płomieniem, a teraz tli się zaledwie. Walki z dyskryminacją rasową też dłużej nie dało się eksploatować. Trzeba było szukać następnych uciemiężonych i wyzyskiwanych – byle był zamęt i destabilizacja. I znaleźli się tacy – LGBT. Jeżeli nawet nie czuli się wykluczeni, to ich na takich wykreowano. Wydaje się, że ten pomysł święci obecnie triumfy, ale i ta „rewolucja” może z czasem stracić na impecie. Potrzebny jest nowy niezadowolony zastępczy „proletariat”. Trzeba sobie go zwyczajnie zorganizować. Uchodźcy świetnie się do tej roli nadają. Wiec europejskie neomarksistowskie elity sprowadzają ich całe hordy z determinacją godną lepszej sprawy.

Podsumowując, dwie pierwsze tezy tłumaczą w jaki sposób „obłaskawia się ” mieszkańców naszego kontynentu zbyt dociekliwych „w temacie” napływu migrantów, pozostałe zaś, pokazują ewentualne drugie dno problemu – zwykle nieznane Europejczykom. Myślę, że scenariusze według tych czterech ostatnich tez mogą być realizowane równolegle i wzajemnie się nie wykluczają. Przecież można upiec kilka pieczeni na jednym ogniu. Pozostaje pytanie - kto te pieczenie będzie konsumować, kto będzie gasić rozniecony ogień, a kto będzie rozgarniać popiół w poszukiwaniu resztek?



 


26-08-2019 admin

Komentarze

  • NOWENNA DO BOŻEJ SPRAWIEDLIWOŚCI

    Trójca Święta dała światu tę modlitwę - nowennę jako nowe, mocne narzędzie do wspólnej walki o sprawiedliwość w tym zdominowanym przez szatana świecie, który tak bardzo wprowadza wszelką niesprawiedliwość i zło na świat, zmusza ludzi do jego wykonywania. Teraz Boża Sprawiedliwość po to, by wymusić siłą Bożej Sprawiedliwości na osobie szatana i ludzi głęboko niesprawiedliwych z powodu działania tegoż złego ducha zmianę ich nastawienia, podaje tę wielką i porażającą demony broń duchową… Można prosić Bożą Sprawiedliwość o pomoc i interwencję w trudnych i zagmatwanych sprawach, zwłaszcza, gdy wyczerpie się ludzkie środki w walce o jakąkolwiek sprawiedliwość… Obiecuję, że każdy kto będzie ubiegać się, uciekać do obrony Bożej Sprawiedliwości, dozna Jej przemożnej opieki…

    https://urbietorbi-apokalipsa.net/pl/pdf/nw/nowenna_d o_bozej_sprawiedliwosci.html

Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Krótko i na temat - Zbigniew Żmigrodzki

Siewcy niepokoju

 

Nasze czasy wyznaczają szczególną rolę dziennikarzom i politykom. I jedni, i drudzy nigdy nie cieszyli się ogólnym uznaniem: wzniecali konflikty i zamieszanie, rozsiewali kłamstwa, wmawiali niestworzone rzeczy. Dzisiaj tak zwani pracownicy mediów w znacznej części służą politykom w podsycaniu wrogości i narzucaniu lewackich poglądów, a zwłaszcza ateizacji; upowszechniają tendencje antyobyczajowe i antymoralne. Istnieją pod tym względem chlubne wyjątki, ale uczciwi dziennikarze i publicyści, tak zresztą, jak i politycy, prześladowani są przez rozpanoszony medialny libertynizm, obrzucani obelgami, eliminowani na różne sposoby. Walka zła z dobrem, jaka toczy się teraz zawzięcie w świecie, znajduje wśród służalczych ludzi mediów użytecznych sojuszników, zdolnych i skłonnych do wszystkiego.

 

***

Dialog, pojednanie, jedność

 

Ustawicznie słyszymy wezwania, aby przystąpić do dialogu i pojednać się, by zapanowała upragniona „jedność”. Są to jednak postulaty nierealne w sytuacji, gdy w świecie toczy się kampania agresywnego ateizmu pod hasłem laicyzacji oraz usunięcia religii i moralności chrześcijańskiej z życia społecznego. Jego przedstawiciele pojmują dialog i pojednanie jako przyjęcie ich przekonań i ustąpienie im pod każdym względem; posługują się kłamstwem, oszczerstwem i pałają nienawiścią. Czy Chrystus jednał się z faryzeuszami albo z kupczącymi w świątyni? Do dialogu nie ma partnerów, słyszy się groźby i obraźliwe wyzwiska, inaczej myślącym zapowiada uwięzienie, udręki, zagładę.. Toczona przez lewactwo wojna ideologiczno – polityczna nie pozostawia miejsca na mówienie o jakiejkolwiek „jedności’. A jeżeli ktoś piętnuje w imieniu Kościoła „swary i spory”, niech powie wyraźnie, kto je wszczyna i kto za nie odpowiada. Inaczej te „szlachetne’’ apele to puste, obłudne mistyfikacje.

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis