Widowiska bożonarodzeniowe na terenie naszego kraju dają się udokumentować dopiero w XVI wieku. Mają charakter połączenia tradycji religijnej z tradycją humanistyczną, renesansową - mówi historyk teatru dr Patryk Kencki z Instytutu Sztuki PAN.

 

 


Grzegorz Janikowski: Czy były to tylko widowiska inspirowane przez kapłanów?

 

Patryk Kencki: Osobny nurt stanowi tradycja widowisk ludowych, która oczywiście ma swoje źródła w tradycji Kościoła, ale potem rozwijała się własnym trybem. Co ciekawe, ona w pewnym stopniu funkcjonuje do dziś, bowiem wszyscy kojarzymy np. chodzenie po kolędzie, chodzenie z turoniem, z kozą, konikiem, gwiazdą. W niektórych regionach te obyczaje są jeszcze na wsi zachowane. To daleka pozostałość po tradycji misteryjnej, która trochę zanika wraz z kresem obyczajów wiejskich. Ale jest to też tradycja wskrzeszana ze względu na świadomość jej wagi przez zespoły regionalne i np. teatry wiejskie.

 

G.J.: Znamy przykłady dramatów liturgicznych?

 

P.K.: Jednym z klasycznych przykładów dramatu liturgicznego jest "Ordo Stellae". Źródłem tekstu jest rękopis z XII wieku, zachowany w francuskim opactwie Saint-Benoit nad Loarą. On funkcjonuje u nas z polskim podtytułem "Rzecz o Gwieździe". Ten dramat w przeszłości był wystawiany na uroczystość Trzech Króli i przez to był grany w okresie bożonarodzeniowym.

 

Natomiast dramat liturgiczny, ściśle bożonarodzeniowy, choć mniej znany, określa się mianem "Officium Pastorum", czyli obrzęd pasterski. Jego tytuł słusznie kojarzy się nam z pastorałką, choć ten gatunek powstał znacznie później. Staropolska pastorałka łączy w sobie bowiem dwie tradycje. Z jednej strony – odwołuje się do renesansowej eklogi, przywołującej pasterzy arkadyjskich, a z drugiej strony – nawiązuje do biblijnych pasterzy, którzy oddają pokłon Bożemu Dzieciątku. W ten sposób już w XVII wieku powstały utwory takich autorów, jak Jan Karol Dachnowski czy Sebastian Miczyński. Następnie, aż do XVIII wieku, pojawia się cały szereg takich dialogów pasterskich lub eklog. Ich autorów nie znamy, ale ich liczba dowodzi popularności tego gatunku widowisk. To była forma popularnego teatru misteryjnego, przechodzącego już niekiedy w formy teatru ludowego.

 

Co warto podkreślić, realia w tych dziełach ulegają polonizacji, nabierają cech lokalnych. Dlatego pojawiają się liczne anachronizmy. Np. najczęściej polscy pasterze noszą swojskie imiona, a droga do Betlejem prowadzi ich w okolice Krakowa i Tyńca. Polegało to na przywołaniu świętego wydarzenia i osadzeniu go "tu i teraz".

 

G.J.: Dramat liturgiczny był odgrywany przez kapłanów, ale w pastorałkach występowały już osoby świeckie.

 

P.K.: Dramat liturgiczny był częścią liturgii i uczestniczyli w nim duchowni. Natomiast osoby świeckie pojawiają się już w widowiskach misteryjnych. Odgrywali je świeccy - czasami pod opieką kleru. Z czasem osoby i stowarzyszenia świeckie coraz wyraźniej się emancypowały i przejmowały inicjatywę przy wystawianiu tych widowisk.

 

Trzeba przypomnieć, że przez całe wieki tym teatrem zajmowali się amatorzy, rzemieślnicy, chłopi. Polski teatr zawodowy pojawia się dość późno, bo dopiero w XVIII wieku, ale z czasem i u nas teatr zawodowy zainteresował się tą tradycją, przede wszystkim pastorałkami. Zaczęły powstawać dramaty nawiązujące do tradycji pastorałek, które tworzyli Lenartowicz, Anczyc, Konopnicka. "Betlejem Polskie" – widowisko jasełkowe Lucjana Rydla jest tu szczególnie dobrze znane. Jego prapremiera miała miejsce 28 grudnia 1904 r. we Lwowie.

 

Można tu też wspomnieć o "Szopce warszawskiej" Artura Oppmana, o pastorałkach Tadeusza Czyżewskiego, w wydaniu których znalazły się drzeworyty Tadeusza Makowskiego. Ale najbardziej znaną pastorałką jest "Pastorałka. Misterium ludowe" Leona Schillera w genialny sposób oparta o teksty oryginalne, ale złożone w autorski scenariusz. Jego premiera odbyła się 24 grudnia 1922 r. w Teatrze Reduta w Warszawie, w reżyserii Leona Schillera, Heleny Buczyńskiej i Feliksa Zbyszewskiego, w opracowaniu muzycznym samego Schillera. Jej pierwsze wydanie pojawiło się w 1931 r. Reżyser wracał do swego scenariusza – nawet w czasie II wojny światowej, wystawiając go z wychowankami sióstr benedyktynek w Henrykowie. "Pastorałka" stanowi do dziś niedościgły wzór i żaden z kolejnych inscenizatorów nie zdołał stworzyć lepszego scenariusza. Kolejni twórcy, chcąc wystawić widowisko bożonarodzeniowe, najczęściej sięgają właśnie po utwór Schillera.

 

G.J.: A co z jasełkami?

 

P.K.: Jasełkami nazywamy widowiska lalkowe. Jego pozostałością w kościele jest doroczne wystawianie żłóbka w grocie lub stajence. Ten żłóbek jest wystawiany z nieruchomymi lalkami lub figurami. Natomiast do pierwszej połowy XIX wieku w kościołach bardzo chętnie urządzano jasełka ruchome, które były teatrem lalkowym. Pozostały nam sprzed wieków całe komplety figur, które do tego służyły.

 

Ponieważ te widowiska przyciągały uwagę licznych widzów, budziły wielkie ożywienie - hierarchowie kościelni zaczęli w XIX wieku przeciwstawiać się tego typu przedstawieniom. Uważali, że naruszają one powagę miejsca. Dlatego jasełka ze sfery kościelnej wywędrowały na wieś i do miast. Stały się domeną amatorów, którzy chodzili i odgrywali takie przedstawienia lub też przeszły do sfery widowisk szkolnych.

 

G.J.: Czy nadal mamy do czynienia z widowiskami bożonarodzeniowymi w Polsce. Słyszymy np. o chodzeniu z turoniem, ale czy to wszystko?

 

P.K.: Dziś widowiska bożonarodzeniowe występują na terenach, gdzie tradycje ludowe kultywują np. zespoły folklorystyczne lub teatry wiejskie. Pojawiają się w kręgach kościelno-klasztornych czy w szkołach. Zajmuje się nimi także teatr repertuarowy, który sięga po prostu po formy dramatyczne. Z kolei teatry alternatywne, niezależne odwołują się do tradycji żywego kolędowania. Tak czyni np. Teatr Węgajty.

 

Warto tu dodać, że z kolei Schola Teatru Węgajty przygotowała wystawienie dramatu liturgicznego "Ordo Stellae", który grywa od 1995 r. w kościołach w Polsce i za granicą. W Warszawie mogliśmy go obejrzeć np. u dominikanów w kościele św. Jacka, a w Olsztynie był często prezentowany w katedrze. A ponieważ nie mamy świadectw, by ten dramat był wystawiany w średniowiecznej Polsce – można więc stwierdzić, że Schola Teatru Węgajty po kilkuset latach uzupełniła ten brakujący element naszej historii teatru.

 

Przywołane widowisko wywiera głębokie wrażenie, ponieważ "Ordo Stellae", podobnie jak inne wystawienia dramatu liturgicznego przygotowywane przez Scholę, wpisywane jest w obrzędy, czyli nie jest traktowane jako przedstawienie, ale jako element świętej liturgii.

 

Coraz popularniejsze są szopki bożonarodzeniowe wystawiane z żywymi zwierzętami. Można je zobaczyć m.in. w Ciechanowcu, Białymstoku, Toruniu, Krakowie, Szczecinie, Gdańsku czy na warszawskiej Pradze. Z kolei szopki z ruchomymi figurami można co roku spotkać u ojców kapucynów w Łomży i np. w Kielanówce na Podkarpaciu, w dolnym kościele Parafii Rzymskokatolickiej pw. św. Antoniego Padewskiego w Gdyni i np. w dolnym kościele parafii pw. św. Józefa w Toruniu.

 

Sławna jest ruchoma szopka pochodząca z drugiej połowy XIX wieku, umieszczona w budynku u podnóża Kalwarii w Bazylice w Wambierzycach. Z kolei przez cały rok w kościele św. Trójcy w Gdańsku można oglądać ruchomą szopkę, w której znajdują się postacie i obiekty związane z tym miastem, np. król Kazimierz Jagiellończyk i astronom Jan Heweliusz.

 

Wzrasta też popularność Orszaku Trzech Króli, który zamyka okres Bożego Narodzenia. Organizowany jest na ulicach coraz liczniejszych miejscowości w Polsce i za granicą. W Warszawie ten pochód Trzech Króli przybiera rzeczywiście monumentalną formę – i jest czymś z pogranicza widowiska i obrzędu, w którym uczestniczą wierzący i niewierzący. Łączy ludzi o bardzo różnych światopoglądach.

 

 

Rozmawiał Grzegorz Janikowski (PAP)


Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Krótko i na temat - Zbigniew Żmigrodzki

Siewcy niepokoju

 

Nasze czasy wyznaczają szczególną rolę dziennikarzom i politykom. I jedni, i drudzy nigdy nie cieszyli się ogólnym uznaniem: wzniecali konflikty i zamieszanie, rozsiewali kłamstwa, wmawiali niestworzone rzeczy. Dzisiaj tak zwani pracownicy mediów w znacznej części służą politykom w podsycaniu wrogości i narzucaniu lewackich poglądów, a zwłaszcza ateizacji; upowszechniają tendencje antyobyczajowe i antymoralne. Istnieją pod tym względem chlubne wyjątki, ale uczciwi dziennikarze i publicyści, tak zresztą, jak i politycy, prześladowani są przez rozpanoszony medialny libertynizm, obrzucani obelgami, eliminowani na różne sposoby. Walka zła z dobrem, jaka toczy się teraz zawzięcie w świecie, znajduje wśród służalczych ludzi mediów użytecznych sojuszników, zdolnych i skłonnych do wszystkiego.

 

***

Dialog, pojednanie, jedność

 

Ustawicznie słyszymy wezwania, aby przystąpić do dialogu i pojednać się, by zapanowała upragniona „jedność”. Są to jednak postulaty nierealne w sytuacji, gdy w świecie toczy się kampania agresywnego ateizmu pod hasłem laicyzacji oraz usunięcia religii i moralności chrześcijańskiej z życia społecznego. Jego przedstawiciele pojmują dialog i pojednanie jako przyjęcie ich przekonań i ustąpienie im pod każdym względem; posługują się kłamstwem, oszczerstwem i pałają nienawiścią. Czy Chrystus jednał się z faryzeuszami albo z kupczącymi w świątyni? Do dialogu nie ma partnerów, słyszy się groźby i obraźliwe wyzwiska, inaczej myślącym zapowiada uwięzienie, udręki, zagładę.. Toczona przez lewactwo wojna ideologiczno – polityczna nie pozostawia miejsca na mówienie o jakiejkolwiek „jedności’. A jeżeli ktoś piętnuje w imieniu Kościoła „swary i spory”, niech powie wyraźnie, kto je wszczyna i kto za nie odpowiada. Inaczej te „szlachetne’’ apele to puste, obłudne mistyfikacje.

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis