Najpopularniejsze
- "Ta lista pasażerów krążyła po prostu ot tak, już od kilku dni, z maili na maile"
- Czytelniku, sprawdź sam gdzie Komorowski ma lokal Komitetu Wyborczego!
- POrządki w Smoleńsku cz. III
- APEL NASZEJ POLSKI: Czarne chmury nad Rzeczypospolitą
- Klich miał lecieć! - "NP" publikuje pierwotną listę pasażerów Tu-154M
Głęboki stan chorobowy
Ze Zbigniewem Wassermannem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, ministrem koordynatorem służb specjalnych w rządzie PiS, rozmawia Jacek Sądej:
- Czy wiarygodna jest teza, iż osoby, które chciały dobrze prowadzić śledztwo w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa Olewnika zostawały od niego odsuwane?
- Myślę, że taka teza może być uprawniona w szczególności w stosunku do prokuratorów. Kiedy po 13 miesiącach przechowywania, świadomie używam tego słowa, tej sprawy w Sierpcu w małej lokalnej prokuraturze, której możliwości ta sprawa przerastała nie było ani woli, ani kwalifikacji prokuratora, aby się nią poważnie zajmować. Ona została przekazana na poziom Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Tam pojawiły się osoby, które po przeczytaniu tej sprawy chciały coś zrobić. Zorientowały się, o co chodzi i zaczęły ukierunkowywać śledztwo na właściwe tory. Przy czym jednoznacznie stwierdzały, że tego nie będzie można zrobić z dotychczasowym składem policji. Bardzo wyraźne było to w ich pismach i w żądaniu zarówno od komendanta stołecznego policji, jak i komendanta głównego policji, żeby sprawę powierzyć właściwej strukturze, którą było Centralne Biuro Śledcze. Pierwsza z tych osób po trzech, druga po dwóch miesiącach zostały od sprawy odsunięte. Prokurator Elżbieta Gielo została w nagły i dla niej niespodziewany sposób awansowana do prokuratury apelacyjnej, przy czym warto podkreślić, że do wydziału przestępczości zorganizowanej, który był najbardziej właściwy do prowadzenia tej sprawy. Pani prokurator zdążyła więc akta przeczytać, wystąpić do szefów policji o zmiany, sporządzić analizę sprawy, ukierunkować postępowanie i nagle ją awansowano. Sprawy jednak nie pozwolono jej zabrać ze sobą. Druga prokurator Katarzyna Kazimierczak kontynuowała słuszny kierunek, ale po dwóch miesiącach również ją od sprawy odsunięto. Trzeci prokurator na poziomie prokuratury warszawskiej, a czwarty w ogóle zajmujący się tą sprawą, prokurator Robert Skawiński szedł w dobrym kierunku, chociaż nie specjalnie udolnie. Kazał doprowadzić późniejszego sprawcę Sławomira Kościuka, chcąc mu przedstawić zarzut i wystąpić z wnioskiem o areszt. Nie pozwolili mu na to jego przełożeni: naczelnik wydziału, szef prokuratury, zastępca Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jest to zdumiewające dlatego, że pojawiały się mechanizmy, które już pozwalają podejrzewać, że to może nie być już tylko przypadek, brak kwalifikacji, nie tylko rażące niedbalstwo, ale pojawia się tutaj podejrzenie intencji.- Czyli wygląda to na świadomą blokadę?
- W tym miejscu można zadać wiele pytań, czy np. przypadkowe było to, że tak długo sprawa pozostawała w Sierpcu. Czy przypadkowe było to, że prowadzili ją policjanci z tamtego rejonu, którzy w dniu porwania Krzysztofa Olewnika byli na przyjęciu w jego domu. Czy przypadkowe było to, że ci policjanci prowadzili pozorne śledztwo, wykonując ogromne czynności w wątkach, które były pustymi strzałami. Zdumiewające jest to, że od samego początku, bo już parę dni po dokonaniu przestępstwa i co najmniej z miesiąc po upływie tego czasu, oni znali nazwiska sprawców. W materiałach operacyjnych te nazwiska się pojawiały. Gdyby chociaż część tej aktywności, którą wykonano na te puste strzały, skierowali na sprawców, to myślę, że w ciągu trzech miesięcy mogło być po sprawie i Krzysztof Olewnik by żył. Tymczasem tak naprawdę organa ścigania w tej sprawie obudziły się wtedy, kiedy ona trafiła do Prokuratury Okręgowej do Wydziału Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej. Wszystko to układa się w taki scenariusz, jakby ktoś sterował tym postępowaniem od samego początku.
- Jeżeli dzisiaj udało się tak wiele zobaczyć, to czy można mieć nadzieję, że ze sprawą tą da się coś jeszcze zrobić?
- My z taką nadzieją do tej komisji wchodziliśmy i pozostajemy z głębokim przekonaniem, że tak. Dzisiaj powtarza się wśród wypowiedzi, także prokuratorów w tej sprawie, że ten okup był stosunkowo bardzo niewysoki w stosunku do możliwości finansowych rodziny porwanego. To raczej nie o okup chodziło. Tu musiało chodzić o coś więcej, o czym świadczy ten okres udręczenia rodziny, nieodbierania okupu, odsyłania jej wtedy, kiedy ona z tym okupem jechała. Pytanie zasadnicze brzmi tak - to o co chodziło, jeśli nie tylko o okup? I komu o to chodziło, jeżeli nie tylko tym, którzy byli wykonawcami tej zbrodni? Wszystko wskazuje na to, że jedna z przesłanek odpowiedzi na to pytanie kryje się w motywach działania sprawców. Motywy są bardzo interesujące. Mogą mieć podłoże finansowe, mówię tutaj o przedsięwzięciach handlu stalą. Mówię tutaj o wątkach powiązanych z pewnymi rozliczeniami, w których nie można wykluczyć tutaj sfery politycznej. Mówię o pewnych przedsięwzięciach, które mogły mieć na celu zmuszanie Włodzimierza Olewnika do uczestniczenia w przestępczych przedsięwzięciach w sektorze wędliniarskim, w branży mięsnej. Mówię tutaj z pełną świadomością o wątku, który dotyka sfery bezpieczeństwa. Może łączyć się z niejakim panem Wiktorem Konakovem, który w Płocku prowadził firmę Russian Steel i który także miał kontakty z Jackiem K., dzisiaj już aresztowanym wspólnikiem Krzysztofa Olewnika. Sądzę, że w tej sferze należy poszukiwać odpowiedzi na najważniejsze pytania - o co chodziło i komu chodziło? Jestem przekonany, że w tym kierunku zmierza prokuratura i bardzo jej w tym pomaga to, co robi komisja oraz fakt, że opinia publiczna zwraca na tę sprawę uwagę. Powoduje, że można inaczej, lepiej, skuteczniej bez przeszkód przełożonych działać. Myślę, że nasza praca przyczyni się do tych ustaleń prokuratorskich i przełoży się na to, żeby w przyszłości takie sytuacje nie miały miejsca i że uda nam się wskazać, kogo należy pociągnąć do odpowiedzialności w różnych sferach – karnej i politycznej. Myślę, że uda nam się zmodyfikować prawo, żeby nie dochodziło do takich absurdalnych sytuacji, zarówno w zaniechaniu czynności, jak i nadzoru. Myśmy tutaj nie mieli kompletnie nadzoru, ten nadzór był fikcyjny. A jeżeli był, to był nadzorem, który nie zmierzał w kierunku polepszenia sposobu prowadzenia śledztwa tylko jego pogorszenia. To jest pewien obraz sposobu funkcjonowania państwa, który pokazuje aktywność w spotkaniach towarzyskich z udziałem biznesu, z udziałem szefów ochrony, z udziałem organów ścigania. Natomiast nie pokazuje tej aktywności, profesjonalizmu, chęci wykonywania obowiązków w zakresie ścigania przestępczości.
- Ten obraz koresponduje w jakimś sensie z całkiem niedawno umorzonym śledztwem związanym ze sprawą tzw. mafii paliwowej. Dochodzenie, które obejmowało 300 tomów akt, zostało w ciągu miesiąca umorzone przez prokuratora Aleksandra Głuchowa, który wcześniej nie prowadził spraw związanych z aferami.
- Sprawa Olewnika i sprawa, o której pan mówi, czyli mafii paliwowej, to są sprawy, które pokazują, w jak głębokim stanie chorobowym jest polski wymiar sprawiedliwości. Jak rażąco nieprofesjonalnie działa. W sprawie Olewnika i w tej drugiej sprawie wręcz ciśnie się na usta podejrzenie, że to nie jest przypadek. To nie jest tylko brak kwalifikacji, a jeżeli to jest brak kwalifikacji, to jest to wykorzystywane przez kogoś, kto wie o tym braku kwalifikacji. Inaczej mówiąc: w poważnej sprawie, przy takim obszernym materiale głowę daję, że ten prokurator nie był w stanie się z tymi aktami dokładnie i drobiazgowo zapoznać. Człowiek, który nie ma kontaktu z materiałem w całości, nie może podejmować decyzji w tak krótkim czasie, w tak poważnej sprawie. Oczywiście ja jestem prawnikiem, byłem prokuratorem i mógłbym ostateczne oceny podejmować wówczas gdybym widział uzasadnienie. Warto by w nie spojrzeć, bo ja znam sprawę mafii paliwowej. Potężne, rozległe, bardzo trudne śledztwa, w których już były efekty. Natomiast nie było zwieńczenia ogromnej pracy ludzi, którzy często nawet wbrew swoim przełożonym czynili ustalenia dowodowe pozwalające pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy w Polsce byli i niestety są nietykalni.
- Kilku prokuratorów z Ostrowa Wielkopolskiego poinformowało o tej sprawie ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumę, wyrażając przekonanie, że śledztwo zostało umorzone w podejrzanych okolicznościach?
- W slangu prokuratorskim mówi się o “skręceniu sprawy”. “Skręcenie sprawy” to znaczy sprowadzenie jej z właściwej decyzji na taką, jaką się chce podjąć. To niespotykana sytuacja, powiem szczerze, że nie pamiętam takich przykładów, w których środowisko prokuratorskie było oburzone czymś, co z niego wychodzi. To jest korporacja, ona zazwyczaj broni swoich praw. Ona za zwyczaj “ukrywa” tego typu rzeczy. Jeśli już się zdecydowali publicznie w tej sprawie wystąpić, to tylko potwierdza podejrzenie, że mieliśmy do czynienia z grą nieuczciwą. I ta sprawa wymaga bardzo wnikliwego zbadania w Prokuraturze Krajowej. Opinia publiczna musi być powiadomiona o przyczynach takiego stanu rzeczy, o ustaleniach po takim badaniu i o ewentualnych dyscyplinarnych wnioskach w stosunku do winnych. Bo to jest nieszczęście, kiedy my mówimy o tych dwóch sprawach, to mówimy o podejrzeniach co do rażących nieprawidłowości, które na niespotykaną skalę mają miejsce. A nie mówimy o odpowiedzialności tych ludzi. Co im się stało? Proszę zobaczyć, że większość policjantów i prokuratorów w sprawie Olewnika awansowało. To są dzisiaj ludzie na najwyższych szczeblach w policji i prokuraturze.


