Ochota na wzięcie sprawy we własne ręce
Z Magdaleną Balcerek, działaczką spółdzielczą, rozmawia Robert Wit Wyrostkiewicz- Po 10 latach od ogłoszenia ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych i jej nowelizacjach wielu mieszkańców WSM “Ochota” wciąż oczekuje na uczciwe uwłaszczenie i liczy na uzyskanie odrębnej (hipotetycznej) własności swoich mieszkań.
- Problemem jest zła wola Zarządu i całkowicie z nim sprzymierzonej dotychczasowej Rady Nadzorczej. Od lat zarząd wykonuje działania pozorowane albo wręcz sprzeczne z ustawą. Ustawa nakazuje wyodrębnienia na nieruchomościach jednobudynkowych, w WSM “Ochota” scala się po 10, a nawet 27 budynków. Spółdzielcy oprotestowują to w sądzie i wygrywają we wszystkich instancjach. Podczas zebrania grupy członkowskiej podejmują uchwałę, w której domagają się nieruchomości jednobudynkowych. Zarząd zamiast wykonać uchwałę, urządza nielegalny plebiscyt i niby zbiera głosy za i przeciw, rozsyłając dozorców z listami podpisów. Oczywiście pismo od zarządu zawiera szantaż, iż zgodne z prawem podziały są wręcz niemożliwe, kosztowne albo będą długo trwały, więc lepiej się godzić na scalenie, tak jakby wytyczenie przez geodetę kilku punktów więcej miało jakiekolwiek znaczenie. Około 20 procent gruntów pozostaje w zarządzie WSM Ochota bez żadnej formalnej umowy czy aktu własności – tu nie można wyodrębniać lokali. Wiadomo mi i mam zaświadczenia z urzędu miasta, iż przynajmniej niektóre te działki można było przejąć, jednak mimo monitowania przez miasto obecny prezes Kazimierz Mackiewicz nigdy nie podpisał umowy notarialnej na użytkowanie wieczyste np. gruntów przy Korotyńskiego. Miasto czekało od 1990 do 2005 roku, aż wystąpiło sądownie o przymusowy wykup gruntów i odszkodowanie za bezumowne korzystanie z gruntów - są to wielomilionowe kary. Spółdzielnia wystąpiła o zasiedzenie tych gruntów w trybie ustawy z 14 czerwca 2007, ale jeśli nawet uda się to załatwić, natychmiast pojawi się komornik i obciąży hipotekę tych nieruchomości – a więc przyszli odrębni właściciele odziedziczą dług hipoteczny. Na skutek świadomych zaniedbań zarządu i rady nadzorczej.
- Czy nie lepiej zaproponować mieszkańcom podział spółdzielni na kilka mniejszych? Pozwoliłoby to w przyszłości uniknąć problemów ze ściągalnością opłat i uniknęło problemów z regulacją gruntów, z którymi, jak wiadomo, w Warszawie jest duży problem.
- Ludzie nie są świadomi swoich praw i obowiązków, nie chcą też za bardzo brać spraw we własne ręce. Na zebrania, mimo zawiadomienia każdego listownie przez spółdzielnię i akcji ulotkowej działaczy Komitetu Obrony Spółdzielców, przychodzi ok. 5 procent spółdzielców. Ludzie jednak nie umieją się organizować. Dlatego niewiele uzyskują. Daleko im do zakładania wspólnot czy spółdzielni. Są też od lat manipulowani przez zarząd, radę nadzorczą, a także niestety większość polskiej prasy i tzw. organów nadzoru nad spółdzielniami (Krajowa Rada Spółdzielcza, Ministerstwo Infrastruktury, związki rewizyjne). Spółdzielcom wmawia się, że bez wspaniałych prezesów nie byliby w stanie przetrwać. Dużo osób faktycznie w to wierzy. Dopiero pozytywne przykłady budynków, które wyzwoliły się z tej niewoli, mogą coś zmienić. Tak stało się w przypadku domów komunalnych. Po kilkunastu latach każdy rozsądny człowiek widzi zalety prywatnych zarządców i wspólnot w porównaniu z miejskimi zarządami domów komunalnych. Jest to już oczywistość.
- Spółdzielnia nie chce wypuścić z rąk terenu swojej "jurysdykcji". Zarząd krytykuje osoby składające pozwy do sądu o wydanie decyzji zastępującej wolę spółdzielni, a Panią osobiście zalicza się do - cytuję za oficjalną stroną Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej "OCHOTA" - "grupki frustratów". Zapytam wprost - o co toczy się gra Zarządu?
- Tu chodzi o władzę absolutną, dającą ogromne pieniądze. Tysiące ludzi o mentalności rosyjskich mużyków pokornie płacą za swoje mieszkania opłaty zawyżone nawet o 100 procent. Do tego od każdej “izby” płacą haracz na związki rewizyjne i KRS, które poprzez celowo ułomne lustracje i mącenie przy ustawach utrzymują ten stan zniewolenia. Cóż, średniowieczny chłop skazany na chłostę opłacał swego kata. Ja za własnościowe mieszkanie 90 metrów, zamieszkane przez dwie osoby, płacę ponad 800 zł. Mieszkam w półslumsie, brudnym i z klepiskiem zamiast trawnika. Wystarczy przejrzeć oferty agencji nieruchomości w Niemczech czy Austrii – tam opłaty są porównywalne, ale za standard znacznie wyższy. Ale cóż, ja za każdy remont płacę dwa, a nawet trzy razy za dużo. Mogę to udowodnić przed sądem. Wszędzie w Polsce wymiana windy kosztuje przeciętnie 100-150 tys., w WSM Ochota proponowano 220 tys. Ktoś na tym zarabia.
- Dlaczego zatem nie bierzecie sprawy we własne ręce – zgodnie z możliwościami jakie daje nowela ustawy spółdzielczej z 2007 roku – i nie odwołacie Zarządu?
- Komitet Obrony Spółdzielców, grożąc wprowadzeniem kuratora sądowego, wymusił po trzech latach wprowadzenie Walnego Zgromadzenia Spółdzielców zamiast zebrań przedstawicieli. Właśnie trwają bezpośrednie wybory do Rady Nadzorczej w nowym systemie. Zarząd i dotychczasowa Rada Nadzorcza zmanipulowali statut (sprawa jest zaskarżona do sądu rejestrowego trzykrotnie, dopiero po interwencji ministerstwa sprawiedliwości teoretycznie sąd ma coś zrobić). Zgromadzenie ogłoszono w Wielki Piątek, procedurę zbierania podpisów na listach poparcia kandydatów utrudniono, zaś termin oddania wyznaczono na 2 maja. W praktyce były na to 4 dni między dwoma wiosennymi świętami. To, że mimo wszystko na 15 miejsc w Radzie Nadzorczej udało się wystawić aż 6 dobrych, niezależnych kandydatów, uważam za cud. Trzech już się dostało do Rady. Wybory trwają. Ludzie słuchają KOS-u i starają się wyciąć członków dotychczasowej Rady Nadzorczej. Sęk w tym, że nie mają wyboru: są okręgi, gdzie jest tylko jeden kandydat na jedno miejsce. Oczywiście człowiek prezesa. Złożyliśmy projekt uchwały o odwołaniu prezesa, ale zarząd jest tak bezczelny, że wbrew prawu nie przełożył go pod obrady. Zresztą i tak – skoro przeciętni spółdzielcy w poczuciu beznadziei nie chodzą na zebrania, zarząd dostaje absolutorium (ok. 2/3 głosów), a głosowanie nad odwołaniem prezesa wyglądałoby jeszcze gorzej. Zwłaszcza że po kilku częściach Walnego Zgromadzenia, gdzie zarząd dostał łupnia, na kolejne części przyprowadza coraz więcej wiernych żołnierzy, którzy niezmiennie od 20 lat są “za”.
- Nie znajdujecie wsparcia w sądach. Zarząd nie zamierza odpuścić. Mieszkańcy, którzy próbowali się procesować, obciążeni zostali kosztami procesowymi i częściowo zrezygnowali z dalszej walki o uwłaszczenie. Czy sprawa jest praktycznie przegrana?
- Wszyscy, którzy się zgłosili do KOS, otrzymali pomoc prawną. Sąd Apelacyjny we wszystkich znanych mi sprawach cofa te koszty i przerzuca je na spółdzielnię. Gdyby zarząd WSM Ochota działał racjonalnie, mógłby oszczędzić spółdzielni wszystkich kosztów, po prostu wykonując ustawę. Są tu jednak ludzie tak nieustępliwi, że wątpię, czy kiedykolwiek pójdą po rozum do głowy.
Cała nadzieja, że nic nie jest wieczne. Może trafi się uczciwy prokurator, który poprowadzi uczciwie jedną z licznych spraw, dotąd umarzanych. Świat się zmienia, a aparatczycy też w końcu się starzeją.
Wywiad ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" z 14 czerwca 2011 r. (Nr 24 (815))