Środa, Luty 22, 2012
   
Rozmiar czcionki

Szukaj w Naszej Polsce

Łupki w kopercie

Ludzie z firm związanych z Ryszardem Krauze oraz urzędnicy Ministerstwa Środowiska zostali zatrzymani przez ABW jako podejrzani w sprawie przyjmowania korzyści majątkowych za przyznawanie koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego

10 stycznia na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała trzech urzędników Ministerstwa Środowiska, jednego z Państwowego Instytutu Geologicznego oraz trzech przedsiębiorców ze spółek posiadających koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego. Agencja prowadzi działania "w sprawie przyjmowania w latach 2009-2011 w Warszawie korzyści majątkowych przez pracowników administracji rządowej - Ministerstwa Środowiska (Departament Geologii i Koncesji Geologicznych) - w związku z pełnieniem funkcji publicznej polegającej na wydawaniu decyzji w przedmiocie przyznawania koncesji na poszukiwanie i rozpoznanie złóż kopalin (gazu łupkowego) oraz wręczania w tym samym okresie pracownikom tego ministerstwa korzyści majątkowych, tj. o czyny z art. 228 § 1 i 3 k.k. oraz 229 § 1 i 3 k.k." - poinformowała w swoim komunikacie ABW. Dopytywana przez "Naszą Polskę" rzecznik prasowy Agencji, ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska, odesłała nas do oficjalnego komunikatu oraz dodała: „W przypadku dodatkowych pytań, proszę kontaktować się z prowadzącą śledztwo Prokuraturą Apelacyjną w Warszawie”. Prokuratura dotąd udzieliła kilku lapidarnych informacji. Wiceszef warszawskiej prokuratury apelacyjnej Waldemar Tyl informował, że wśród zatrzymanych jest trzech pracowników Ministerstwa Środowiska. Wiadomo także, że ABW zatrzymała też pracownika Państwowego Instytutu Geologii i trzy osoby z firm ubiegających się o koncesje. - W tej chwili trwają czynności z ich udziałem. Do zatrzymań doszło rano. Po przesłuchaniach podejmiemy decyzje co do dalszych kroków - powiedział Tyl. Prokuratura planuje postawić zatrzymanym zarzuty związane z korupcją. Prokurator, ze względu na dobro śledztwa, nie chciał jednak ujawnić żadnych szczegółów. Ostatecznie sześć osób trafiło do aresztu, a prokuratura utajniła śledztwo, jednak sąd wypuścił już podejrzanych za kaucją od 20 do 200 tys. zł.

Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego przez wiele miesięcy prowadzili czynności służbowe realizowane przez funkcjonariuszy Departamentu Bezpieczeństwa Ekonomicznego Państwa i Delegatury Stołecznej ABW. Śledztwo trwało od lata 2011 r. i dotyczyło lat 2009-2011. Jak ustalili dziennikarze, koncesje dzięki łapówkom otrzymywać miały m.in. firmy związane z biznesmenem Ryszardem Krauzem.

Pozyskiwane złoża kopalin miały być wzdłuż granicy z obwodem kaliningradzkim. Wśród zatrzymanych znalazł się prezes firmy Silurian Hallwood SA Wiesław S., były prezes Polmosu Lublin, związany biznesowo z Januszem Palikotem, a w sprawach energetycznych uznawany za człowieka ze stajni biznesmana Ryszarda Krauzego. Wiesław S. zasiada w spółkach, w których pojawiają się takie nazwiska jak Tomasz Misiak, były senator Platformy Obywatelskiej, Henryka Bochniarz, była minister przemysłu w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego czy Zbigniew Borowy, bliski współpracownik Janusza Palikota. Przypuszczalny mechanizm przestępstwa polegał na pośrednictwie jednego z urzędników Ministerstwa Środowiska w przekazywaniu łapówek od prywatnych firm zainteresowanych otrzymaniem koncesji. Chodzi o Silurian Hallwood SA oraz Silurian sp. z o.o. Udziałowcem w obu spółkach jest należący do Ryszarda Krauzego Petrolinvest. Silurian Hallwood powołał zależną firmę: Silurian Energy System i to właśnie ona otrzymała koncesję (Petrolinvest poprzez kilka spółek posiada już 13 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego, w tym grupa Silurian posiada aż dziewięć takich koncesji). Pojawiły się także spekulacje, że firmy związane z Krauzem miały poszukiwać gazu łupkowego wzdłuż granicy z obwodem kaliningradzkim, gdzie w pobliżu - po drugiej stronie granicy - ropę naftową eksploatują dwie rosyjskie firmy. Z powodu obawy przed zbliżeniem tych dwóch inwestycji miało dojść do zatrzymań ABW na wniosek Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie pod pretekstem przekazywania łapówek.

Sprawę zatrzymań skomentował brytyjski "The Economist", pisząc, że zarówno ceny koncesji, jak i kwoty łapówek są w Polsce "trywialne". Tygodnik zauważył, że zatrzymanie siedmiu osób może być jedynie początkiem odkrywania prawdy o wydawaniu koncesji w naszym kraju. Według "The Economist", koncesje w Polsce są wydawane za bezcen, a tak na prawdę posiadają dużą wartość. Polska polityka łupkowa ma na celu uniezależnienie się od Rosji i stanie się "nową Norwegią", jednak - jak stwierdza brytyjski tygodnik - nasz kraj równie dobrze można porównać do bogatego w gaz Turkmenistanu czy Uzbekistanu.

W Polsce udzielane są obecnie koncesje na poszukiwanie łupków, a nie na wydobycie gazu ze złóż. Koncesje wydawane są przez Ministerstwo Środowiska oraz Głównego Geologa Kraju, przy czym Ministerstwo Środowiska jest głównym dysponentem złóż i na podstawie danych przedstawionych mu przez Państwowy Instytut Geologiczny podejmuje ostatecznie decyduje o wydaniu bądź niewydaniu koncesji. Od końca 2007 roku Ministerstwo Środowiska wydało ponad 100 koncesji na poszukiwanie gazu niekonwencjonalnego w Polsce. Otrzymały je m.in.: Exxon Mobil, Chevron, Marathon, ConocoPhillips, Talisman Energy,  PGNiG,  Lotos i  Orlen Upstream. Łupki to interes przyszłości. Co prawda Państwowy Instytut Geologiczny oficjalnie nie przedstawił szacunków dotyczących potencjalnych wydobywalnych zasobów gazu łupkowego w Polsce, ale zrobiły to amerykańskie firmy i instytucje. W tym roku amerykańska Agencja ds. Energii (EIA) podała, że Polska ma 5,3 bln m sześć. możliwego do eksploatacji gazu łupkowego. Przy obecnym zużyciu, gazu wystarczyłoby więc na ok. 300 lat. W 2009 r. firma Advanced Resources International oszacowała zasoby Polski na 3 bln metrów sześc., a Wood Mackenzie na 1,4 bln m sześc.

Robert Wit Wyrostkiewicz

Straciliśmy 100 mld na łupkach

Z prof. Mariuszem Orionem Jędryskiem, posłem Solidarnej Polski, byłym Głównym Geologiem Kraju, rozmawia Robert Wit Wyrostkiewicz

- ABW zatrzymała siedem osób podejrzanych o łapownictwo przy udzielaniu koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego. Są wśród nich urzędnicy z Ministerstwa Środowiska i przedsiębiorcy z firm związanych z Ryszardem Krauzem. Zaskoczyła Pana ta informacja?


- Zaskoczyła co do osób, ale wcześniej czy później musiało to nastąpić dlatego, że po prostu cały system jest zły i nie może dobrze funkcjonować. Próbowałem ten system zmienić, kiedy wydawane były pierwsze koncesje. Wtedy aktywnie szukałem inwestorów i zacząłem w 2006 r. organizować organ państwa pod nazwą Polska Służba Geologiczna, która miała zarządzać procesem koncesyjnym, chociaż koncesje dalej wydawane byłyby w Ministerstwie Środowiska. Byłaby to struktura krzyżowa, kontrolująca się nawzajem. Istniałby wówczas organ koncesyjny i merytoryczny, który miał uczestniczyć w całym przedsięwzięciu poprzez dawanie złoża aportem, a ocena wielkości udziałów zależałaby od tego, jak bogate jest złoże i jaki jest koszt eksploatacji. Wówczas mogło się okazać, że mamy złoże trudne do eksploatacji, mało warte i skarb państwa mógłby mieć w tym złożu np. 22 procent, a przy złożu rewelacyjnym - powiedzmy 90 procent. Taka ocena mogłaby nastąpić tylko po gruntownych badaniach, w których uczestniczyłaby służba geologiczna, której nie można by tak łatwo oszukać. Obecnie skarb państwa tak naprawdę nie wie, co i w jakiej ilości znajdują firmy poszukiwawcze, ponieważ badania wykonywane są za granicą. W Polsce wykonuje się jedynie podstawowe badania, ale próbki i tak są zakodowane. Więc podstawowy problem z łupkami polega na złym systemie, w którym jest mnóstwo miejsc sprzyjających korupcji, a zatrzymanie tych siedmiu osób przez ABW może okazać się jedynie wierzchołkiem góry lodowej.

- Ministerstwo Środowiska wydało już ponad 100 koncesji na poszukiwania gazu łupkowego. Mówił Pan, jak wyglądałaby struktura koncesyjna, którą próbował Pan wdrożyć od 2006 r. Jak więc wygląda ten mechanizm obecnie i czy proces udzielania koncesji objęty jest jakimś instrumentem kontrolnym?

- Do końca tego roku wydawanie koncesji funkcjonowało zgodnie z zasadą "kto pierwszy ten lepszy". Pojawiała się firma i koncesja była udzielana przez ministerstwo w sposób arbitralny. Obecnie mają być rozpisywane przetargi na pole koncesyjne, tyle że teraz nie bardzo wiadomo, co miałoby być przedmiotem przetargu, bowiem praktycznie to, co było do wydania, zostało już wydane.

- Czy ta pula już się skończyła?

- Teoretycznie można jeszcze znaleźć złoża. Te skały są bardzo popularnymi skałami. Polska jest bardzo bogata w osady, a w nich zawsze coś się znajduje. W wielu miejscach mogą znajdować się tam czarne łupki, które były nawiercone. Wiadomo, że one są i że mogą zawierać materię organiczną, która wygenerowała z siebie metan. Różne firmy, takie jak PGNiG, mówiły, że w wielu miejscach niczego nie znalazły i zakończyły poszukiwania w latach 80. Dowodziłem, prowadząc badania nad uwalnianiem się metanu z osadów, że tego metanu musiało tam sporo zostać. Kiedy zostałem Głównym Geologiem Kraju, zacząłem szukać i trafiłem na amerykańskie firmy; dzięki nim można było profesjonalnie rozpocząć poszukiwania. O to głównie chodziło, czyli o rozpoczęcie poszukiwań, a nie przekazanie złóż w całości Amerykanom. Zresztą oni sami więcej nie zrobiliby, bo nie dostaliby więcej koncesji na tych samych warunkach. Tak wyglądała moja strategia, dla której powołałem specjalne organy, jak Honorowy Komitet Geologów Kraju, Komisja Geoekologii i Metod Analitycznych, miała powstać Polska Służba Geologiczna, przygotowywane było nowe prawo geologiczne i górnicze. Tego wszystkiego dzisiaj nie ma. Odwrócono kierunek działania i zamiast przygotować państwo organizacyjnie i prawnie, a potem wydawać resztę koncesji to zrobiono dokładnie odwrotnie.

- Jak Pan podsumowałby działania rządu w sprawie polityki związanej ze złożami gazu łupkowego?


­- Polska straciła około 100 miliardów złotych na poszukiwaniu złóż gazu łupkowego. Wystarczy policzyć, jak bardzo wzrosła wartość firmy PGNiG dzięki 15 koncesjom na poszukiwanie gazu łupkowego. Jej wartość skoczyła o 5,5 miliarda tylko ze względu na te koncesje, pomimo że w kilku miejscach badania wykazały, że nie ma tam złóż. Jeśli w Stanach Zjednoczonych japońska firma za akr pola koncesji, czyli 0,4 hektara, zapłaciła 25 tysięcy dolarów, to jeśli dobrze policzymy - już tylko na opłacie koncesyjnej powinniśmy otrzymać minimum 500 milionów złotych, a na razie w Polsce mamy cenę 200 złotych za kilometr kwadratowy. Państwo bierze ułamek promila tego, co powinno wziąć.

- To konsekwencje różnych zaniedbań, jaka więc rysuje się przed nami przyszłość?


- Klub parlamentarny Solidarna Polska, którego jestem członkiem, złożył projekt ustawy powołującej Polską Służbę Geologiczną. Taki organ może wycenić złoże, ocenić jego wartość, wyliczy, ile zainwestowano w poszukiwania na konkretnym polu koncesyjnym i na tej podstawie stwierdzi, że np. państwo powinno mieć 62 procent udziału. Wówczas firma, która wykonała badania i poniosła koszty, mogłaby obliczyć, czy będzie się jej opłacała eksploatacja i podpisać stosowne umowy. Takie rozwiązanie zabezpieczyłoby interes państwa. Jeśli dana firma stwierdziłaby, że zaproponowane warunki są dla niej niedogodne, rozpisywany byłby przetarg, a firma, która by go wygrała, musiałaby zwrócić wszystkie koszty poszukiwań podmiotowi, który na tym polu koncesyjnym wykonywał dotąd prace. Wówczas skarb państwa na każdym etapie miałby kontrolę nad tym, co jest eksploatowane i jakie są wyniki poszukiwań, bo byłby udziałowcem spółki.

- Można więc zapytać, dlaczego nasze państwo nie chce zarobić na łupkach?

-  Nasze państwo po prostu zarządzane jest przez nieodpowiednich ludzi. Państwo mogło zarobić. Oczywiście pierwsze koncesje musiały być preferencyjne, bo wówczas nikt nie wierzył w łupki, a firmy ponosiły duże ryzyko. Tak uważałem, będąc Głównym Geologiem Kraju. Następne firmy miały dostać koncesje na nowych warunkach, które przygotowywałem, proponując zmiany w prawie geologicznym i górniczym. Jednak państwo wolało później pójść w wydawanie dużej ilości koncesji, tracąc kontrolę nad tym procesem. Otóż przy koncesji na pojedyncze pole koncesyjne nikomu nie opłacałoby się zacząć tam prac i musiałby przystąpić do negocjacji kolejnych koncesji już na intratniejszych dla państwa warunkach. Obecnie, po rozdawnictwie ze strony państwa, możemy tylko liczyć straty. Do tego tak na prawdę nie wiadomo, kto i za ile handluje tymi koncesjami i czy nie ma w tej materii wrogich przejęć, a zapewne są, tylko o tym jeszcze nie wiemy. Przed tymi problemami przestrzegałem premiera półtora roku temu, pisząc do niego listy, ale - jak widać - to nie pomogło.

Artykuł i wywiad ukazały się w najnowszym numerze "Naszej Polski" Nr 4(847) z 24 stycznia 2012 r.

10 stycznia na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała trzech urzędników Ministerstwa Środowiska, jednego z Państwowego Instytutu Geologicznego oraz trzech przedsiębiorców ze spółek posiadających koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego. Agencja prowadzi działania "w sprawie przyjmowania w latach 2009-2011 w Warszawie korzyści majątkowych przez pracowników administracji rządowej - Ministerstwa Środowiska (Departament Geologii i Koncesji Geologicznych) - w związku z pełnieniem funkcji publicznej polegającej na wydawaniu decyzji w przedmiocie przyznawania koncesji na poszukiwanie i rozpoznanie złóż kopalin (gazu łupkowego) oraz wręczania w tym samym okresie pracownikom tego ministerstwa korzyści majątkowych, tj. o czyny z art. 228 § 1 i 3 k.k. oraz 229 § 1 i 3 k.k." - poinformowała w swoim komunikacie ABW. Dopytywana przez "Naszą Polskę" rzecznik prasowy Agencji, ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska, odesłała nas do oficjalnego komunikatu oraz dodała: „W przypadku dodatkowych pytań, proszę kontaktować się z prowadzącą śledztwo Prokuraturą Apelacyjną w Warszawie”. Prokuratura dotąd udzieliła kilku lapidarnych informacji. Wiceszef warszawskiej prokuratury apelacyjnej Waldemar Tyl informował, że wśród zatrzymanych jest trzech pracowników Ministerstwa Środowiska. Wiadomo także, że ABW zatrzymała też pracownika Państwowego Instytutu Geologii i trzy osoby z firm ubiegających się o koncesje. - W tej chwili trwają czynności z ich udziałem. Do zatrzymań doszło rano. Po przesłuchaniach podejmiemy decyzje co do dalszych kroków - powiedział Tyl. Prokuratura planuje postawić zatrzymanym zarzuty związane z korupcją. Prokurator, ze względu na dobro śledztwa, nie chciał jednak ujawnić żadnych szczegółów. Ostatecznie sześć osób trafiło do aresztu, a prokuratura utajniła śledztwo, jednak sąd wypuścił już podejrzanych za kaucją od 20 do 200 tys. zł.

Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego przez wiele miesięcy prowadzili czynności służbowe realizowane przez funkcjonariuszy Departamentu Bezpieczeństwa Ekonomicznego Państwa i Delegatury Stołecznej ABW. Śledztwo trwało od lata 2011 r. i dotyczyło lat 2009-2011. Jak ustalili dziennikarze, koncesje dzięki łapówkom otrzymywać miały m.in. firmy związane z biznesmenem Ryszardem Krauzem.
Pozyskiwane złoża kopalin miały być wzdłuż granicy z obwodem kaliningradzkim. Wśród zatrzymanych znalazł się prezes firmy Silurian Hallwood SA Wiesław S., były prezes Polmosu Lublin, związany biznesowo z Januszem Palikotem, a w sprawach energetycznych uznawany za człowieka ze stajni biznesmana Ryszarda Krauzego. Wiesław S. zasiada w spółkach, w których pojawiają się takie nazwiska jak Tomasz Misiak, były senator Platformy Obywatelskiej, Henryka Bochniarz, była minister przemysłu w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego czy Zbigniew Borowy, bliski współpracownik Janusza Palikota. Przypuszczalny mechanizm przestępstwa polegał na pośrednictwie jednego z urzędników Ministerstwa Środowiska w przekazywaniu łapówek od prywatnych firm zainteresowanych otrzymaniem koncesji. Chodzi o Silurian Hallwood SA oraz Silurian sp. z o.o. Udziałowcem w obu spółkach jest należący do Ryszarda Krauzego Petrolinvest. Silurian Hallwood powołał zależną firmę: Silurian Energy System i to właśnie ona otrzymała koncesję (Petrolinvest poprzez kilka spółek posiada już 13 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego, w tym grupa Silurian posiada aż dziewięć takich koncesji). Pojawiły się także spekulacje, że firmy związane z Krauzem miały poszukiwać gazu łupkowego wzdłuż granicy z obwodem kaliningradzkim, gdzie w pobliżu - po drugiej stronie granicy - ropę naftową eksploatują dwie rosyjskie firmy. Z powodu obawy przed zbliżeniem tych dwóch inwestycji miało dojść do zatrzymań ABW na wniosek Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie pod pretekstem przekazywania łapówek.

Sprawę zatrzymań skomentował brytyjski "The Economist", pisząc, że zarówno ceny koncesji, jak i kwoty łapówek są w Polsce "trywialne". Tygodnik zauważył, że zatrzymanie siedmiu osób może być jedynie początkiem odkrywania prawdy o wydawaniu koncesji w naszym kraju. Według "The Economist", koncesje w Polsce są wydawane za bezcen, a tak na prawdę posiadają dużą wartość. Polska polityka łupkowa ma na celu uniezależnienie się od Rosji i stanie się "nową Norwegią", jednak - jak stwierdza brytyjski tygodnik - nasz kraj równie dobrze można porównać do bogatego w gaz Turkmenistanu czy Uzbekistanu.

W Polsce udzielane są obecnie koncesje na poszukiwanie łupków, a nie na wydobycie gazu ze złóż. Koncesje wydawane są przez Ministerstwo Środowiska oraz Głównego Geologa Kraju, przy czym Ministerstwo Środowiska jest głównym dysponentem złóż i na podstawie danych przedstawionych mu przez Państwowy Instytut Geologiczny podejmuje ostatecznie decyduje o wydaniu bądź niewydaniu koncesji. Od końca 2007 roku Ministerstwo Środowiska wydało ponad 100 koncesji na poszukiwanie gazu niekonwencjonalnego w Polsce. Otrzymały je m.in.: Exxon Mobil, Chevron, Marathon, ConocoPhillips, Talisman Energy,  PGNiG,  Lotos i  Orlen Upstream. Łupki to interes przyszłości. Co prawda Państwowy Instytut Geologiczny oficjalnie nie przedstawił szacunków dotyczących potencjalnych wydobywalnych zasobów gazu łupkowego w Polsce, ale zrobiły to amerykańskie firmy i instytucje. W tym roku amerykańska Agencja ds. Energii (EIA) podała, że Polska ma 5,3 bln m sześć. możliwego do eksploatacji gazu łupkowego. Przy obecnym zużyciu, gazu wystarczyłoby więc na ok. 300 lat. W 2009 r. firma Advanced Resources International oszacowała zasoby Polski na 3 bln metrów sześc., a Wood Mackenzie na 1,4 bln m sześc.

Robert Wit Wyrostkiewicz

Logowanie