Katolicy! Obudźcie się!
Prowokacji dokonują nie tylko politycy Ruchu Palikota, Platformy Obywatelskiej czy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. “Nasza Polska” dotarła do człowieka, któremu przez dwa lata płacono za udawanie transwestyty (cała rzecz miała miejsce w Radomiu). Chodził zatem w damskim odzieniu i na każdym kroku podkreślał, iż jest kobietą. Jego zadaniem było zbadanie reakcji społecznych na jego rzekomy transwestytyzm. Nie chciał jednak zdradzić, kto mu za to zapłacił. Nie sądzę przy tym, aby Radom był jedynym miastem, w którym przeprowadzono tego typu akcje. Żywię podejrzenie, iż z podobną historią mamy do czynienia w przypadku Anny Grodzkiej (Ruch Palikota), jako że w chwilach zapomnienia zdarza się “jej” wyrazić o sobie w rodzaju męskim. Wydaje się zatem, że jesteśmy świadkami szeroko zakrojonej kampanii niszczenia żywej, zdrowej tkanki społecznej poprzez sączenie w nią zabójczego jadu patologii.
Zgniłe kompromisy, jakie stają się udziałem osób deklarujących się jako katolicy, skutecznie rozmywają ich wiarę. Efekt? - Prędzej oddałabym dziecko uczciwym homoseksualistom niż nie wiadomo jakim katolikom – oświadczyła mi kiedyś pewna młoda kobieta uważająca się za katoliczkę [!?!]. Już do tego doszło. Stąd konieczność nie tylko trwania przy nauce Kościoła, ale demonstrowania postaw z niej wynikających. Z coraz powszechniejszej bierności i “letniości” serc katolików bierze się fakt, iż zarówno media, jak i politycy coraz mniej liczą się z ich uczuciami. Owa bierność powoduje także rozleniwienie społeczeństwa, które czuje się zwolnione z obowiązku otwartego i odważnego deklarowania swojej wiary i przekonywania do swoich poglądów. Można zaryzykować stwierdzenie, że większość Polaków wolałaby obejrzeć film czy serial w telewizji, zamiast czas ten poświęcić zaangażowaniu się w sprawy społeczne. Jak poinformował dr Paweł Milcarek, ludzi, którzy deklarują, że wszędzie trzeba dawać świadectwo wyznawanych przez siebie wartości, jest 10-15 procent. - 25 proc. jest katolikami z tradycji polskiej. Im brakuje ofensywności poglądów – ocenił Milcarek.
Pluralizm tak, ale nie w etyce
- Katolicy są zobowiązani brać czynny udział w życiu publicznym. Jesteśmy po to, aby narzucać język debaty, tymczasem dzisiaj to lewica narzuca pewną optykę życia publicznego – nie krył rozczarowania Artur Górski. Ubolewał, iż “wielu polityków utrzymuje, że pluralizm etyczny jest wyznacznikiem demokracji”. Tymczasem ten sam “pluralizm etyczny” stara się maksymalnie uniemożliwić chrześcijanom dochodzenie do prawdy. Mieliśmy tego przykłady w relacjach mainstreamowych mediów z zeszłorocznego Marszu Niepodległości. To, co dotarło do społeczeństwa niewiele miało wspólnego z rzeczywistością. Dlaczego nie zadamy sobie zatem pytania, w ilu sprawach codziennie jesteśmy okłamywani? I to za własne pieniądze... - Chrześcijanie muszą pamiętać, że mają prawo w demokracji poszukiwać prawdy – przypominał Górski. Problem jednak w tym, że to prawo sukcesywnie się społeczeństwu odbiera i to nie tylko przez zmanipulowanie wiadomości w poszczególnych serwisach poszczególnych mediów, ale przede wszystkim przez “rozmiękczanie” mózgów serialami. Te ostatnie, konstruowane w ten sposób, aby widz mógł się utożsamić z ich bohaterami, aż kipią od patologii, począwszy od promocji luźnych związków, niekiedy partnerskich, rozbijania rodziny, przez in vitro, aborcję i wiele innych. Ilu katolików dało się zwieść tej propagandzie? - tego typu badań nikt nie przeprowadził, a szkoda.
Wolność tak, ale nie dla wszystkich
- Prawo naturalne nie może być łamane – oświadczył Artur Górski. - Prawa naturalnego nie da się oszukać poprzez zakładanie przez mężczyzn spódniczek – dodał, podkreślając, iż trwa walka o integralność małżeństw i wychowanie młodego pokolenia. Ochrona młodego pokolenia – jak zauważył – to nie jest tylko ochrona przed złymi programami nauczania, ale ochrona przed patologiami życia codziennego. - Chrześcijanie muszą mieć odwagę, aby dbać o te wartości – mówił Górski. Nie jest to łatwe. Czasem bowiem przychodzi do zmierzenia się z ludzką wrogością i – co paradoksalne w tym państwie “tolerancji” - murem nietolerancji. Zaryzykowałabym w tym miejscu stwierdzenie, że katolicy w Polsce, w kraju, w którym ponad 90 proc. osób deklaruje wiarę katolicką, są prześladowani. W innych bowiem kategoriach nie sposób rozpatrywać agresywnego epatowania homoideologią, wszelkiej maści wynaturzeniami, braku akceptacji pewnych środowisk dla wyznania katolickiego i jednoczesnego zarzucania wyznawcom Chrystusa braku tolerancji. Pytanie tylko, na ile Kościół sam jest sobie winien? - Nasz dzisiejszy problem, to nie jest problem presji zewnętrznej, ale słabości realnego życia katolickiego – zdiagnozował sytuację dr Paweł Milcarek. Na ile jest to diagnoza trafiona? Kościół z pewnością popełnia błędy, czego przykłady można by mnożyć (brak lustracji, ustępowanie władzy, chociażby w przypadku obsadzenia ordynariatu polowego – wprowadzono kandydata sprzyjającego PO, brak twardej postawy Kościoła w kwestiach moralnych – wypowiedź abp Gocłowskiego w sprawie wzmocnienia zapisów Konstytucji w dziedzinie obrony życia, ponadto episkopat nie stanął w obronie życia dziecka “Agaty” - czternastoletniej dziewczyny z Lublina, która zaszła w ciążę, a którą matka skłoniła do zabicia dziecięcia). Błędy te stanowią jednak margines w porównaniu z ogromem dobra, jakie Kościół niesie społeczeństwu. To dobro jest jednak marginalizowane przez pewne środowiska, natomiast katolicy nie starają się go eksponować. Można by rzec – brakuje katolickiego pijaru, ale i czegoś jeszcze. - Nie rozliczamy polityków ze skuteczności politycznych działań – zauważył dr Milcarek. Przypominał, że politycy podczas kampanii, później zaś wyborów, zawierają ze społeczeństwem pewien kontrakt, zobowiązując się do reprezentowania interesów swoich wyborców. Od tych ostatnich zależy, czy politycy wywiążą się z tego kontraktu, czy też nie. - Nie ma po stronie katolickiej wyraźnego żądania, by ten kontrakt istniał. Większość publicystów katolickich przymyka oko, kiedy działania polityków przeszkadzają ich zaangażowaniu partyjnemu – stwierdził Milcarek. Czy jednak rzeczywiście?
Polski rząd musi być katolicki
Czy w Polsce jest możliwa “rewolucja” w stylu Orbàna? Miejmy nadzieję, że tak. - Chciałbym, aby w Polsce była partia zasad, partia konserwatywna. Musimy dążyć do tego, aby w przyszłości powstał rząd katolicki. Nie bójmy się tego sformułowania “rząd katolicki” – wyraził swoje nadzieje Artur Górski. - W polityce nie może być miejsca na zgniły kompromis. W polityce nie może być miejsca na oportunizm i tchórzostwo – dodał. Cały problem w tym, że - jak zauważyli uczestnicy konferencji - polityka kojarzy się Polakom głównie z antywartościami, przez co czują oni do niej niechęć. Istotnym wydaje się również fakt, iż polskie społeczeństwo, po ponad 20 latach od odzyskania wolności, nadal nie jest społeczeństwem obywatelskim. - Aktywna grupa katolików w Polsce zaczyna swoje działanie ograniczać do emocjonalnego wyrażania się – stwierdził dr Paweł Milcarek, podkreślając, iż “pojawia się marzenie, abyśmy w ogóle byli wysłuchani”.
13-14 marca w Warszawie, podczas zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski zostanie przyjęty dokument społeczny KEP, w którym znajdą się kwestie związane z uczestnictwem katolików w życiu społecznym, politycznym i kulturalnym, a także apel do polityków i mediów. Według sekretarza generalnego Episkopatu Polski bp. Wojciecha Polaka, jest duża szansa, że dokument społeczny Konferencji Episkopatu Polski zostanie przyjęty. Zdaniem bp. Polaka, dokument może przyczynić się do otwarcia dyskusji na temat obecności głosu Kościoła w kwestiach społecznych, i spowoduje, że głos ten będzie bardziej słyszalny. Pozostaje mieć nadzieję, że tak się stanie i że katolicy zaczną brać czynny udział w życiu społecznym i politycznym.
Anna Wiejak
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze "Naszej Polski" Nr 9 (852) z 28 lutego 2012 r.