Wybory i Polonia

4 min. czytania

Redakcja

12 października 2011 r.

4 min. czytania

Redakcja

12 października 2011 r.

Perspektywa odbioru wydarzeń, jakie mają miejsce w naszym kraju, jest inna w
Polsce, a inna za granicą. Wpływa na to wiele okoliczności, ale najważniejszą
nie jest już dziś odległość, ponieważ w zasadzie niezależnie od miejsca
zamieszkania korzystać możemy z tych samych mediów dzięki łączom satelitarnym
czy Internetowi. W grę wchodzą elementy propagandy i socjotechniki. Chodzi o to,
że nadawca nie tylko dobiera “fakty”, ale również odpowiednio je ze sobą zderza,
by uzyskać zamierzony efekt u różnych odbiorców z podziałem na wiek, płeć,
stopień wykształcenia, preferencje polityczne, a także kraj zamieszkania.
Właśnie ten ostatni czynnik odgrywa ważną rolę szczególnie przed wyborami.
Jeżeli bowiem w wyborach (prezydenckich lub parlamentarnych) bierze udział około
połowa uprawnionych do głosowania mieszkańców Polski (poniżej 15 milionów), to
przecież poza granicami znajduje się kilka, jeśli nie kilkanaście milionów
wyborców, których głos przy odpowiednio wysokiej frekwencji może mieć znaczenie
wręcz kluczowe. Na przekroczenie 5-procentowego progu wyborczego potrzeba, przy
połowicznej frekwencji, mniej niż milion głosów, a partię, która wygra, dzielić
może od drugiego rywala nawet jeden głos, choć ze względu na sposób przeliczania
głosów na mandaty wygrywający może mieć o kilkadziesiąt mandatów więcej. W sumie
ta cała arytmetyka wyborcza pokazuje, jak ważny jest udział w wyborach, aż do
jednego głosu. Ale równocześnie tym, którzy tę kabałę opracowali i rozumieją w
najdrobniejszych szczegółach – w odróżnieniu od wyborców niefrasobliwych, mało
lotnych lub obojętnych – sytuacja przedwyborcza spędza sen z powiek. Owi
kabaliści wiedzą, że każdy głos się liczy; wiedzą, że sytuacja koalicji
rządzącej nie nastraja optymizmem, a nawet, być może, jest fatalna, bo prowadzi
do klęski, więc ich zadanie polega nie tylko na przykrywaniu lub pomijaniu
niewygodnych faktów, takich jak astronomiczne zadłużenie, wzrastające
bezrobocie, emigracja młodych, sprzedaż wszystkiego, co tylko da się sprzedać,
antypolska polityka kulturalna, totalitarne reformy w edukacji i nauce,
zawłaszczanie mediów – ale również na tym, aby uśpić lub unieczynnić elektorat
negatywny. Jednym słowem, chodzi o to, żeby pewna grupa wyborców do wyborów nie
poszła. Taką grupą, i to znaczącą, jest Polonia. To jest właśnie kilka lub może
nawet kilkanaście milionów głosów, które mogłyby zmienić wyniki wyborów w sposób
diametralny. W takim razie trzeba tę grupę zneutralizować. Do tej pory
skutecznym i wypróbowanym sposobem były ograniczenia biurokratyczne (ważny
paszport, rejestracja), ale także lokalowe: niewiele punktów wyborczych, takich
jak ambasady czy konsulaty, uciążliwość dojazdu, długie kolejki. W tym roku to
ostatnie utrudnienie może być pokonane, ponieważ głosy można oddać
korespondencyjnie. Jest to olbrzymia szansa dla Polonii, ale pod dwoma
warunkami: że głosy będą zliczane uczciwie, a ludziom będzie się chciało
głosować. Gdy chodzi o pierwszy warunek, to nie można szczędzić wysiłku i
zaangażowania na poziomie lokalnym, aby w komisjach znaleźli się mężowie
zaufania. To jest minimum, bez którego wybory przerodzić się mogą w farsę.
Lewica, aktywnie działająca dotąd w służbach dyplomatycznych (jak wiadomo,
zostały one zdekomunizowane jedynie w minimalnym stopniu), posiada bogate
doświadczenie, sięgające początków PRL, w fałszowaniu wyników. Teraz też trzeba
im patrzeć na ręce i zaglądać do komputerów, bo każdy moment nieuwagi, to
zmienione, unieważnione lub dorzucone głosy. Gdy chodzi o warunek drugi, to
media polskojęzyczne nadające z Polski stosują obecnie dość prosty chwyt, który
dla Polaków w Polsce jest niewidoczny, natomiast mocno działa na emigrantów. My
w Polsce zdajemy sobie sprawę, jak wybory mogą pogorszyć naszą sytuację, jeśli
obecna koalicja utrzyma się przy władzy. Nie bez powodu ludzie zaczęli wprost
śpiewać: “Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, odpowiadając w ten sposób na
cynizm polityków zajmujących najwyższe stanowiska w państwie. Ale Polonia tego
nie musi aż tak odczuwać, nie musi rozumieć, że ważą się nasze losy,
porównywalne do rozbiorów, gdyż zamiast suwerennej polityki niepodległego
państwa, oddawani jesteśmy pod wpływy Rosji i Niemiec, a na czele rządu stoi
człowiek, który oskarżał polskość, że jest nienormalna. Tego wszystkiego Polonia
nie musi wiedzieć i nie będzie wiedzieć, jeśli swoją wiedzę czerpać będzie tylko
z krajowych mediów polskojęzycznych. Zamiast odczytać powagę sytuacji, myślą, że
w Polsce politycy wyłącznie się kłócą, a jeśli się kłócą, to są niepoważni,
myślą tylko o stołkach i swoich interesach. Wniosek? Nie ma na kogo głosować,
więc do wyborów nie idę. Taką właśnie sztuczkę socjotechniczną stosują
proreżimowe media, chcąc zniechęcić Polonię do brania udziału w wyborach.

Warto więc, aby w środowiskach i mediach polonijnych szczególnie mocno
akcentować, że to nie są kłótnie, że to kolejna bitwa o Polskę, której przegrać
nie wolno.

Więcej na ten temat w tekście: Referendum ws. odwołania Trzaskowskiego. Rusza zbiórka podpisów

Piotr Jaroszyński
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” nr 36 (826) z 6
sierpnia 2011 r.

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Nawrocki wzruszył Polonię w Nowym Jorku. „Naród jak rodzina trwa nawet mimo śmierci”

Człowiek, który stworzył Gołotę i Adamka. Prezydent Nawrocki odznaczył Ziggiego Rozalskiego

Wizyty studyjne w Polsce dla Polonii. Nabór trwa do 25 sierpnia

Polonia z Mołdawii odwiedziła Kielce. Przyjechali z Raszkowa

Centrum Edukacyjne Bajka w Perth dostanie 1 071 967 zł na remont

Taste of Polonia 2026 rusza 4 września w Chicago

Polonia przysłała 1100 prac na konkurs Być Polakiem. Gala w Warszawie

Polacy na Malcie: jest nas kilka tysięcy, a nasze okręty nazywano Strasznymi Bliźniakami

Inne kategorie

Czytaj także