Niedziela, Luty 05, 2012
   
Rozmiar czcionki

Szukaj w Naszej Polsce

"NP" nr 35 Wiejak: "Polityka POzorów"

Brak pomysłu na politykę zagraniczną, klientyzm względem Rosji i przechodzenie do porządku dziennego nad trudnymi, a ważnymi dla Polski tematami – tak w skrócie można scharakteryzować proponowaną przez prezydenta Bronisława Komorowskiego linię polityki zagranicznej. Wszystko wskazuje na to, iż w tej materii nowa głowa państwa będzie wpisywała się w kierunek obrany przez tandem Donald Tusk – Radosław Sikorski wycofywania się z aktywności w przestrzeni środkowoeuropejskiej. Działaniom prezydenta nie przyświecają żadne założenia mające w dłuższej perspektywie czasu doprowadzić do konkretnych rezultatów. Brakuje perspektywicznego spojrzenia na relacje Polski z krajami sąsiednimi. Nie bez przyczyny Niemcy wyrazili ulgę po zwycięstwie w wyborach prezydenckich w Polsce kandydata Platformy, natomiast Berlin (obok Paryża i Brukseli) stał się jednym z pierwszych celów podróży zagranicznej głowy państwa polskiego. Powody do obaw mają kresowianie – nic nie wskazuje na to, aby Bronisław Komorowski w jakikolwiek sposób zadbał o te środowiska.

Koniec z integracją w regionie

Wygląda na to, że Bronisław Komorowski nie zamierza powstrzymać pogłębiającego się od momentu objęcia przez Wiktora Janukowycza stanowiska prezydenta oddalania się Ukrainy od Polski. Można wprawdzie zastanawiać się, na ile owo wcześniejsze zbliżenie było rzeczywiste, faktem jest jednak, iż Komorowski rezygnuje z polityki, jaką prowadził w regionie śp. Lech Kaczyński. Dobitnym tego przykładem jest zapowiadane przez prezydenta Polski na łamach “Rzeczpospolitej” ochłodzenie w relacjach z Gruzją, wpisujące się w linię polityki Moskwy i Berlina wciągnięcia tego kraju do rosyjskiej strefy wpływów. Zapytany, czy Gruzini mogą liczyć na niego, tak jak mogli na prezydenta Kaczyńskiego, odpowiedział: “aż tak na pewno nie”. Dodał, iż nie pojedzie za granicę “tylko dlatego, że wymyślił to sobie prezydent Gruzji”. Tymczasem to właśnie Gruzja jest naturalnym sojusznikiem Polski, nie zaś Rosja, co usiłują wmówić nam środowiska związane z Platformą Obywatelską. Dokonujące się przeorientowanie polskiej polityki zagranicznej na rusofilską źle wróży naszym interesom narodowym. Dla nikogo dziś chyba nie jest tajemnicą, iż do Rosjan przemawia jedynie argument siły, zatem starania obecnej ekipy rządzącej oraz prezydenta Bronisława Komorowskiego, prowadzące do rozluźnienia więzi krajów Europy Środkowowschodniej, dają Kremlowi zielone światło dla podporządkowania działań naszego kraju oraz państw regionu swoim interesom. Warto przy tym zwrócić uwagę, iż gościem tegorocznej narady polskich ambasadorów będzie szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Kolejna narada Ławrowa z polskimi ambasadorami, jak poinformował polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, zaplanowana została na przełom września i października. Wprowadzanie przez Platformę Obywatelską tego typu praktyk w dyplomacji naprawdę daje do myślenia, komu w rzeczywistości służy ta formacja. Notabene w ramach polsko-rosyjskiej “przyjaźni” Radosław Sikorski razem z ministrem spraw wewnętrznych i administracji zamierzają wystosować list do swoich odpowiedników w krajach Unii Europejskiej, nawołujący do objęcia Obwodu Kaliningradzkiego umową o małym ruchu granicznym, mimo że promowanie tego rozwiązania naraża Polskę na konflikt z UE. Obydwaj politycy nie domagają się od Rosji niczego w zamian. O rewanż nie zamierza walczyć również prezydent Bronisław Komorowski.
Nie należy spodziewać się także twardego stanowiska Polski wobec Litwy w sprawie prześladowań, jakie stają się udziałem mieszkającej w tym kraju polskiej mniejszości, czego dowiodła ostatnia wizyta na Litwie Bronisława Komorowskiego. Rozmawiał on wprawdzie na ten temat ze swoim odpowiednikiem Dalią Grybauskaitė, jednakże nie uzyskał żadnych wymiernych efektów. Trudno powiedzieć, na ile w ogóle starał się doprowadzić do zmiany litewskiej polityki w tej sprawie, która niewątpliwie kładzie się cieniem na wzajemnych relacjach.

Polski głos coraz słabszy

Należy się spodziewać dalszego rozluźnienia relacji z szeroko rozumianym Zachodem, w tym ze Stanami Zjednoczonymi, których administracja skierowała swoją uwagę w stronę Bułgarii i Rumunii. Rzecz jasna w oficjalnej retoryce nadal będziemy funkcjonowali jako kraj utrzymujący dobre stosunki z USA, czy z Niemcami, w rzeczywistości jednak nasz wpływ na wydarzenia będzie systematycznie słabł. Tendencję tę widać świetnie na przykładzie miejsca Polski w Unii Europejskiej, którego nie poprawiły wizyty Bronisława Komorowskiego w Brukseli, Paryżu i Berlinie, mające stwarzać pozory wzmocnienia Polski w obszarze UE i Trójkąta Weimarskiego. W oczy rzuca się brak reprezentacji Polski w szeregach unijnych dyplomatów. Wprawdzie nowe kraje członkowskie są we wspólnotowej dyplomacji w ogóle słabo reprezentowane, jednakże nasz kraj – bez żadnego ambasadora i z zaledwie 36 osobami zatrudnionymi w całej służbie dyplomatycznej UE – znajduje się na samym końcu listy. Trudno jednak, aby było inaczej, jeżeli już od dłuższego czasu nie posiadamy precyzyjnie wyznaczonych celów, do których jako państwo chcielibyśmy dążyć na arenie międzynarodowej. Nie stawiamy również naszym partnerom żadnych wymagań, stwarzając wrażenie kompulsywnej służalczości względem najsilniejszych z nich. Chciałabym wierzyć, iż wynika to przede wszystkim z braku zrozumienia ze strony najważniejszych osób w państwie, czym jest polski interes narodowy, a nie celowa polityka, mająca na celu doprowadzenie w ostateczności do kolejnego rozbioru państwa polskiego.

Na osobny rozdział zasługuje polityka historyczna, która najprawdopodobniej zostanie podporządkowana bieżącym trendom rewizji dziejów na korzyść Kremla i Berlina. Działacze klubu wałdajskiego nadal bez przeszkód bagatelizują tragedię polskiej inteligencji w Katyniu, przekonując, iż stalinowska Rosja to “jeden wielki Katyń”. Na łamach “Russia in global affairs” Siergiej Kaganow, przewodniczący prezydium Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej, tłumaczył, iż “Rosja jest ogromnym krajem o skomplikowanych dziejach”. “Wiele krajów i narodów od niej cierpiało, a teraz starają się wyleczyć jej kosztem swoje historyczne kompleksy” napisał, stwierdzając, że jeżeli ktokolwiek chce czcić Stalina, on nie widzi ku temu przeszkód. Takie stanowisko reprezentuje również Kreml, który przy obecnym układzie politycznym w Polsce sporo wygrywa. Polski prezydent oraz polski rząd nie podejmują żadnych kroków w celu zwalczenia tego typu tendencji w Rosji. Wręcz przeciwnie – zezwalają na budowanie w Polsce pomników bolszewickim najeźdźcom, rewidują historię i poprzez swoje działania (chociażby przekazanie Rosjanom śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej) stawiają Polskę w sytuacji państwa klienckiego Rosji. “Polityka miłości” Platformy Obywatelskiej zamiast deklarowanych przez przedstawicieli tej partii dobrych relacji z Rosją i Niemcami przyniesie państwu polskiemu coraz dalej idące uzależnienie od tych krajów, a wszystko przy poparciu Bronisława Komorowskiego i jego dobrym samopoczuciu na zajmowanym obecnie stanowisku.

Anna Wiejak

Artykuł ukazał się w tygodniku "Nasza Polska" Nr 35 (774) z dnia 31 sierpnia 2010 r.

Logowanie