Niedziela, Luty 05, 2012
   
Rozmiar czcionki

Szukaj w Naszej Polsce

"NP" nr 35 Szaniawski: "Wrzesień 1939 Od Westerplatte do Kocka"

„Polacy będą walczyć do ostatniej kropli krwi, a my będziemy walczyć do ostatniego Polaka” oraz „Nie będziemy umierać za Gdańsk” – to dwa najpopularniejsze hasła polityczne Francji z września 1939 roku. Nie minie rok i okaże się, że ci sami Francuzi nie będą chcieli umierać nie tylko za Gdańsk, ale nawet za Paryż. Drugi nasz sojusznik – Wielka Brytania - ograniczył pomoc dla walczącej Polski do zrzucania ulotek propagandowych nad Niemcami, dokładnie w tym samym czasie, kiedy bombowce Luftwaffe obracały w gruzy bezbronną Warszawę i inne polskie miasta. Charakterystyczny angielski dowcip z początku II wojny światowej:

„Samolot RAF wraca do Londynu po wykonaniu misji ulotowo-propagandowej nad Berlinem. Na lotnisku generał pyta pilota jak było. - OK – melduje pilot, tylko ulotki się nie rozwinęły i spadły pełne paczki w całości. Generał pełen niepokoju: – O Boże, a nie zabiliście jakiegoś Niemca?”.

Agresorzy i sojusznicy

Kolejne rocznica tragicznego dla nas września 1939 r. skłania do refleksji z perspektywy XXI wieku, z zupełnie innej epoki. Wtedy na Polskę i tylko na Polskę napadło dwóch wrogów. W II wojnie światowej na żadne inne państwo Europy nie dokonało jednocześnie agresji aż dwóch wrogów, a na Polskę tak! Hitler uzasadniał napad pretekstami, jakimi był Gdańsk, korytarz pomorski oraz prowokacja w Gliwicach. Stalin i Rosja sowiecka nie potrzebowali nawet pretekstu – napadli zdradziecko, bez wypowiedzenia wojny, zadając cios nożem w plecy. Heroiczna obrona Polski w 1939 roku przed dwoma wrogami trwała dokładnie tyle samo, co mocarstwowej Francji – 5 tygodni. Polsce nie pomógł nikt. Francji w maju 1940 r. przed jednym tylko agresorem pomagała Wielka Brytania oraz Wojsko Polskie.

Bezpośrednia i ostateczna przyczyna wybuchu II wojny światowej miała miejsce w Moskwie 23 sierpnia 1939r., gdzie został podpisany oficjalny niemiecko-rosyjski traktat międzynarodowy zawarty przez dwa totalitarne mocarstwa: Niemcy zwane III Rzeszą oraz Rosję zwaną Związkiem Sowieckim. Sygnatariuszami tego traktatu byli premier rządu sowieckiego i zarazem jego minister spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow oraz minister spraw zagranicznych Niemiec Joachim von Ribbentrop. Ale faktycznymi autorami traktatu z 23 sierpnia byli oczywiście dwaj dyktatorzy ludobójcy Hitler i Stalin. Traktat był wymierzony w pierwszej kolejności w Polskę, a następnie w Europę. Dwaj polityczni bandyci Hitler i Stalin postanowili dokonać wspólnej agresji na Polskę, a następnie podzielić ją pomiędzy siebie. W dalszej kolejności podzielili całą Europę na dwie strefy wpływów - sowiecką i niemiecką, aby po kolei podbić lub uzależnić wybrane przez siebie ofiary. Taka właśnie jest geneza wybuchu II wojny światowej. Zbrodniczą współwinę, nie współodpowiedzialność, ale współwinę (!) za jej rozpętanie ponoszą Niemcy i Rosję.

Zbiór wypowiedzi premiera i dyktatora Rosji znany jako „Testament Lenina” głosił, że „Przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski, a nawet sprzymierzyć się z Niemcami /.../. Wszędzie Niemcy są naszymi pomocnikami i sprzymierzeńcami. Chwilowo nasze interesy są wspólne. Rozdzielą się one i Niemcy staną się naszymi wrogami w dniu, kiedy zechcemy się przekonać, czy na zgliszczach starej Europy powstanie nowa hegemonia germańska, czy też komunistyczny związek europejski”.
Marszałek Józef Piłsudski - ojciec polskiej wolności i wielki polityczny wizjoner przestrzegał wielokrotnie, że Niemcy i Rosja mogą się ponownie dogadać pomiędzy sobą przeciwko Polsce, tak jak bywało to już wielokrotnie w przeszłości i przewidywał wręcz możliwość IV rozbioru Polski. Mówił m.in. tak:
„Sąsiedzi nasi, z którymi pragnęlibyśmy żyć w pokoju i zgodzie, nie chcą zapomnieć o wiekowej słabości Polski, która tak długo stała otworem dla najazdów i była ofiarą narzucania jej obcej woli przemocą i siłą. (…) Marzeniem Niemiec jest doprowadzenie do kooperacji z Rosją. Dojście do takiej kooperacji byłoby naszą zgubą. Do tego dopuścić nie można! Mimo ogromnych różnic w systemach i kulturze Niemiec i Rosji, trzeba stale pilnować tej sprawy. Na świecie powstały już dziwaczniejsze sojusze. Jak przeciwdziałać? Gra będzie trudna przy paraliżu woli oraz krótkowzroczności Zachodu”.

Jest takie przysłowie: „Uchowaj nas Boże od fałszywych przyjaciół, a z wrogami sami sobie poradzimy”. Pamięć tamtego września pokazuje, że jak każde przysłowie, również i to nie zawsze się sprawdza, zwłaszcza jeżeli dotyczy państw, narodów, sojuszy i sojuszników. W naszej sytuacji bywało to nazbyt częste i dlatego bacznie musimy przyglądać się zarówno tym, którzy deklarują wrogość i niechęć, jak i tym którzy formalnie są naszymi sojusznikami, a nawet deklarują przyjaźń. By nie było tak, jak w odległej już epoce rozbiorów, gdy Ignacy Krasicki pisał o Polsce, że „… wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Aby nie było tak jak w wielkiej poetyckiej wizji Zbigniewa Herberta o wrześniu 1939:

„A potem jak zawsze – łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy – sami”


Obecna przynależność Polski do Sojuszu Atlantyckiego i Unii Europejskiej nie jest i nie może być celem samym w sobie. Tylko silna politycznie, ekonomicznie, także militarnie Rzeczpospolita będzie liczącym się partnerem w NATO i UE. Ale od kiedy Polska zaczęła zdecydowane umacniać swój potencjał, od kiedy zaczęła zwalczać wewnętrzne patologie – coraz bardziej jest krytykowana nie tylko przez swych wrogów na Kremlu, ale także przez sojuszników, a nawet formalnych przyjaciół w Europie.

Świadectwo Jana Pawła II

„l września 1939 roku. Rzeczpospolita szukała wówczas sprzymierzeńców na Zachodzie, zdając sobie sprawę z tego, że sama nie sprosta inwazji hitlerowskich Niemiec. Ale chyba nie tylko dlatego. Polacy zda­wali sobie sprawę, że walka, jaką byli zmuszeni podjąć, była nie tylko imperatywem patriotycznym w obronie niedawno odzyskanej niepodległości państwowej, ale miała także szersze znaczenie: chodziło o całą Europę. Europa musiała się bronić przed tym smarnym zagrożeniem, przed którym broniła się Polska. (...) Decyzja podjęta przez Rzeczpospolitą w roku 1939 była słuszna. Stało się, bowiem oczywiste, że nie da się obronić Europy, nie decydując się tę wojnę obronną, której pierwszym ogniwem była właś­nie Polska w 1939 roku. (…) Trzeba jeszcze wprowadzić do naszych roz­ważań inną datę z przeszłości, a mianowicie 17 września 1939. W tym dniu Polska, broniąca się rozpaczliwie przeciwko inwazji z Zachodu, została zaatakowana od Wschodu. I to musiało przesądzić o losach polskiego września. To dało także początek dwoistej okupacji, z obozami koncen­tracyjnymi: hitlerowskimi na Zachodzie, a sowieckimi na Wschodzie. Na Wschodzie też pozostał dramat katyński, który do dzisiaj stanowi szcze­gólne świadectwo walki, jaka wówczas została podjęta”.

To przesłanie Jana Pawła II jest jedną z najważniejszych wypowiedzi Ojca Świętego na temat II wojny światowej, to są podstawowe fakty historyczne, których nie można pomijać i których nie da się zmanipulować najbardziej nawet cyniczną grą polityczną prowadzona zarówno przez naszych przyjaciół, jak też wrogów.

Prawda jest niepodzielna

Sprawiedliwość dziejowa wymaga prawdy, a prawda jest niepodzielna, chociaż dla niektórych niewygodna. Prawdą o wrześniu 1939 jest nasza polska, a nie żadna inna wersja wydarzeń: bohaterstwo, honor, chwała pokonanych i osamotnionych, napadniętych ze wszystkich stron. Chociaż Polska nigdy nie skapitulowała, to obaj nasi śmiertelni wrogowie ogłosili likwidację raz na zawsze Rzeczypospolitej jako państwa – pokracznego bękarta, jak nas określił Mołotow, premier Rosji. Sprawiedliwość i prawda wymagają, aby przypomnieć naszym sojusznikom ich cyniczne politycznie stanowisko z września 1939 ale również z konferencji w Jałcie w 1945 roku.
Bitwa o historię, jaka toczy się już od dłuższego czasu w całej Europie, a zwłaszcza w Polsce, w Rosji, w Niemczech m.in. na temat genezy i okoliczności rozpętania II wojny światowej przez Niemcy i Rosję (zwane wówczas III Rzeszą i Związkiem Sowieckim) wywołuje i nadal bę­dzie wywoływać liczne spory i dyskusje. Te spory są szczególnie dramatyczne dla Polaków, kiedy nie tylko fałszowane są oczywiste fakty, ale kiedy podejmowane są próby wręcz okradania nas z historii!

Więcej - te działania mają złamać naszą pamięć i tożsamość. Miał rac­ję Zbigniew Herbert, gdy w wierszu o 17 września 1939 roku pisał:

"Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
i da ci sążeń ziemi pod wierzbą - i spokój
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu - odpuszczania win”


Sowiecka agresja

O świcie 17 września 1939 r. odwieczny wróg napadł na Polskę. Agresja Rosji, zwanej wówczas Związkiem Sowieckim, była skoordynowana z agresją Niemiec, zwanych wtedy III Rzeszą, które napadły na nas 1 września. Agresja była konsekwencją zawartego w Moskwie traktatu niemiecko-sowieckiego z 23 sierpnia 1939. Już od 1 września trwała współpraca Niemców i Rosjan przeciwko Polsce: sowieckie stacje radiolokacyjne naprowadzały naloty bombowców Luftwaffe na jednostki Wojska Polskiego na wschód od Wisły.

Napad rosyjski był zdradziecki, wiarołomny, bez wypowiedzenia wojny, był dla Polski zbójeckim ciosem w plecy. Dlatego jest historycznym fałszerstwem używanie takich eufemizmów, jak „Armia Radziecka przekroczyła granicę polską” albo „Armia Radziecka wkroczyła”, albo „Armia Radziecka dokonała inwazji”. Nie – nie mówimy przecież, że Wehrmacht wkroczył do Polski, tylko że to Niemcy na Polskę napadły. Tak samo należy określać atak z 17 września: Rosja napadła na Polskę! I nie „radziecka” tylko „sowiecka”, bo taka była nazwa tego zbrodniczego, totalitarnego i ludobójczego państwa. Dyktator tego „Imperium Zła” Stalin, planował likwidację Państwa Polskiego wspólnie z Leninem jeszcze w listopadzie 1918 roku! Autorem planu agresji z 17 września 1939 był marszałek Borys Szaposznikow – szef sowieckiego sztabu generalnego, całością sił dowodził marszałek Woroszyłow, a na Polskę ruszyli najwybitniejsi sowieccy generałowie Timoszenko, Czujkow, Batow, Kowaliow, Tieliegin. W dwóch rzutach strategicznych uderzyło na Polskę w sumie półtora miliona „sołdatów”.
Pierwsze uderzenie spadło o trzeciej nad ranem na Podwołoczyska, Czortków, Skałę i Husiatyń. Pułk Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP Czortków) był najdalej na wschód wysuniętą placówką obronną Rzeczypospolitej. Nieliczni i słabo uzbrojeni polscy żołnierze dowodzeni przez podpułkownika Marcelego Kotarbę podjęli natychmiast pełną determinacji walkę w obronie napadniętej Ojczyzny. Stawili czoło całemu korpusowi sowieckiemu złożonemu z czołgów i kawalerii. Bohaterstwo tych kilkuset żołnierzy KOP ppłk. Kotarby porównywalne jest z bohaterstwem żołnierzy majora Sucharskiego broniących Westerplatte. Jeżeli o Westerplatte napisano tysiące publikacji, książek i filmów, to o żołnierzach KOP Czortków nadal trwa zmowa milczenia. Wojsko Polskie podjęło nierówną walkę z Armią Czerwoną m.in. w obronie Grodna, Wilna, Podola. Bitwy z rosyjskim najeźdźcą stoczono pod Tomaszowem Lubelskim, pod Szackiem  i Wytycznem. Lwów i Brześć oblegali wspólnie Rosjanie i Niemcy: Armia Czerwona i Wehrmacht!

Bitwa pod Kockiem

Podobnie pod Kockiem 4-6 października grupa operacyjna „Polesie” generała Franciszka Kleeberga stoczyła ostatni bój w obronie Polski otoczona przez dywizje sowieckie i niemieckie. Podobnie jak bój o Westerplatte, gdzie padły pierwsze strzały i rozpoczęła się II wojna, tak samo bitwa pod Kockiem stoczona już w październiku 1939 – stała się symbolem i legendą polskiego września. To właśnie pod Kockiem był ostatni kawałek wolnej Rzeczypospolitej broniony bohatersko przez żołnierzy Wojska Polskiego. To właśnie tutaj po rozpaczliwej walce, po wystrzelanie ostatnich pocisków, po rozbiciu ostatnich polskich dział, dopiero wtedy żołnierze grupy „Polesie” poddali się wrogowi 6 października 1939 r.
W zdobytych polskich miastach m.in. w Białymstoku, Brześciu, Przemyślu oddziały Armii Czerwonej i Wehrmachtu odbywały wspólne defilady. W Krakowie tuż obok siedziby gubernatora Hansa Franka utworzony został konsulat generalny Związku Sowieckiego. To właśnie tutaj NKWD i gestapo wspólnie ustalały szczegóły ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego, w tym eksterminację elit polskiej inteligencji. Do niewoli sowieckiej dostało się około ćwierć miliona podoficerów, oficerów i generałów Wojska Polskiego. Oprócz nich Rosjanie zagarnęli ponad 120 tysięcy funkcjonariuszy KOP, policji, straży więziennej, straży leśnej, a także urzędników państwowych, bankowych oraz księży. Spośród nich nad dołami śmierci w Katyniu NKWD zamordowało „tylko” 4600 bezbronnych jeńców – oficerów WP. Prawdziwą liczbę ofiar zbrodni sowieckiego ludobójstwa po 17 września 1939 kryją moskiewskie archiwa. I właśnie dlatego Rosjanie konsekwentnie odmawiają nam do nich dostępu. Bowiem prawda o sowieckich zbrodniach jest zapewne jeszcze dużo bardziej straszliwa niż to co wiemy o nich dotąd, a kłamstwa rosyjskiej propagandy tradycyjnie mroczne i oszczercze.

Stalin chciał podbić całą Europę, a Polska miała być i była jego pierwsza ofiarą. Taka jest prawda, a prawda nie powinna podlegać zgniłym kompromisom politycznym w obawie przed gniewem Kremla. Prawda jest niepodzielna! Rosja sowiecka była państwem ludobójczym, które wymordowało kilkadziesiąt milionów ludzi. To państwo nie bez przyczyny było znane jako „Imperium zła”, „Inny świat”, „Nieludzka ziemia”. To państwo napadło na Polskę 17 września 1939 roku, mając z góry przygotowane i sprecyzowane plany totalitarnego ludobójstwa.

Obaj ludobójcy – Hitler i Stalin nie żyją. Po Hitlerze nie ma nawet śladu. Natomiast monumentalny sarkofag-grób Stalina znajduje się w najbardziej honorowym i prestiżowym miejscu Rosji - pod murem Kremla na placu Czerwonym w Moskwie. Tysiące  Rosjan oddają codziennie krwawemu tyranowi cześć i składają kwiaty na jego grobie nawet teraz, w 2010 roku, po ujawnieniu jego zbrodni! Hołd Stalinowi oddawał też wielokrotnie już w XXI wieku Władimir Putin - prezydent, premier i generał KGB w jednej osobie. To powinno nie tylko Polakom dawać wiele do myślenia. W szczególności prezydent Komorowski i premier Tusk, którzy od 10 kwietnia 2010 szermują intensywnie osławionym pojęciem „pojednania z Rosją”. Pojednanie jest rzeczą dobrą i pożyteczną, ale pojednanie nie może być celem samym w sobie. Celem samym w sobie jest bezpieczeństwo i polska racja stanu.

Józef Szaniawski – dr historii, politolog, publicysta, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Autor monografii m.in. „Reduta – Polska między historią a geopolityką”, „Pułkownik Kukliński – tajna misja”, „Victoria polska – Marszałek Piłsudski w obronie Europy” oraz „Grunwald – pole chwały”. W latach 1973-1985 konspiracyjnie współpracował z Radiem Wolna Europa. Wykryty przez bezpiekę został skazany na 10 lat więzienia. Wypuszczony na wolność i uniewinniony przez Sąd Najwyższy w 1990 roku jako ostatni więzień polityczny PRL. W latach 1993-2004 był pełnomocnikiem i przyjacielem pułkownika Ryszarda Kuklińskiego.

Józef Szaniawski

Artykuł ukazał się w tygodniku "Nasza Polska" Nr 35 (774) z dnia 31 sierpnia 2010 r.

Logowanie