Koszmarna kadencja

14 min. czytania

Paweł Siergiejczyk

22 maja 2015 r.

14 min. czytania

Paweł Siergiejczyk

22 maja 2015 r.

Dlaczego Bronisław Komorowski nie powinien zostać prezydentem na kolejną kadencję?

Wybory prezydenckie 24 maja będą czymś więcej niż zwykłym starciem dwóch kandydatów. To decyzja o tym, czy Polska chce dalej iść drogą wyznaczoną przez Bronisława Komorowskiego, czy też potrzebuje zmiany – młodszej, bardziej dynamicznej i opartej na wyraźnych zasadach. Po pięciu latach prezydentury obecnej głowy państwa wyborcy mają prawo zapytać, czy był to czas godnego reprezentowania Rzeczypospolitej, czy raczej pasmo gaf, kontrowersyjnych nominacji, politycznych ukłonów wobec III RP i decyzji, które budziły poważne wątpliwości.

Bronisław Komorowski przez całą kadencję starał się przedstawiać jako prezydent zgody, spokoju i racjonalności. W praktyce jednak jego prezydentura wielokrotnie oznaczała zgodę głównie z obozem rządzącym, ludźmi dawnego establishmentu oraz środowiskami, które od lat dominują w życiu publicznym. Gdy trzeba było stanąć po stronie pamięci, tradycji i godności państwa, zbyt często wybierał wygodny kompromis albo gest wobec salonu.

Dlatego warto przypomnieć najważniejsze momenty tej kadencji. Nie po to, by wracać do przeszłości dla samej przeszłości, lecz po to, by odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy Bronisław Komorowski rzeczywiście zasługuje na kolejne pięć lat w Pałacu Prezydenckim?

Rok 2010: początek prezydentury w cieniu Smoleńska

10 kwietnia, zaledwie kilka godzin po katastrofie smoleńskiej, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski przejął obowiązki prezydenta Rzeczypospolitej. Stało się to jeszcze zanim opinia publiczna otrzymała pełne i oficjalne potwierdzenie śmierci Lecha Kaczyńskiego. Już wtedy Komorowski rozpoczął obsadzanie najważniejszych stanowisk w otoczeniu głowy państwa. Szefem Kancelarii Prezydenta został Jacek Michałowski, a na czele Biura Bezpieczeństwa Narodowego stanął gen. Stanisław Koziej.

Niedługo później przyszły kolejne decyzje kadrowe. 7 maja Komorowski powołał gen. Mieczysława Cieniucha na szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. 20 maja wskazał nowych dowódców najważniejszych rodzajów Sił Zbrojnych: gen. Lecha Majewskiego jako dowódcę Sił Powietrznych, gen. Zbigniewa Głowienkę jako dowódcę Wojsk Lądowych oraz gen. Edwarda Gruszkę jako dowódcę operacyjnego. 25 czerwca dowódcą Marynarki Wojennej został admirał Tomasz Mathea. Warto odnotować, że część z tych wojskowych miała za sobą edukację w sowieckich akademiach wojskowych.

8 i 9 maja Komorowski udał się do Moskwy na obchody 65. rocznicy zakończenia II wojny światowej. Spotkał się tam z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem i uhonorował odznaczeniami grupę obywateli Federacji Rosyjskiej. W tym samym miesiącu powołał nową Radę Bezpieczeństwa Narodowego, w której dominowali politycy koalicji PO-PSL.

27 maja Komorowski wskazał Marka Belkę jako kandydata na prezesa Narodowego Banku Polskiego. Były premier, dawny działacz PZPR i polityk związany z lewicą, został następnie zaakceptowany przez Sejm głosami Platformy Obywatelskiej i SLD. Trudno o bardziej wymowny przykład personalnej ciągłości III RP.

KRRiT, krzyż przed Pałacem i pierwsze sygnały stylu Komorowskiego

7 lipca, zaraz po zwycięstwie w drugiej turze wyborów prezydenckich, Bronisław Komorowski zdążył jeszcze – tuż przed rezygnacją z funkcji marszałka Sejmu – powołać do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji swoich bliskich współpracowników: Jana Dworaka i Krzysztofa Lufta. Decyzja ta zaskoczyła nawet część polityków Platformy Obywatelskiej.

Kilka dni później wybuchł konflikt wokół krzyża ustawionego przed Pałacem Prezydenckim po katastrofie smoleńskiej. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Komorowski stwierdził, że Pałac jest „sanktuarium państwa”, a krzyż – jako znak religijny ustawiony w czasie żałoby – powinien zostać przeniesiony w bardziej odpowiednie miejsce we współpracy z władzami kościelnymi. Te słowa zapoczątkowały długi i bolesny spór.

21 lipca Kancelaria Prezydenta, warszawska kuria i organizacje harcerskie zawarły porozumienie w sprawie przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny. Próba jego przeniesienia 3 sierpnia została jednak zablokowana przez protestujących. Przed Pałacem Prezydenckim zaczęły gromadzić się grupy przeciwników i obrońców krzyża, pojawiły się policyjne interwencje, a sam Pałac otoczono stalowym ogrodzeniem. Ostatecznie 16 września minister Jacek Michałowski przeniósł krzyż do kaplicy pałacowej. Komorowski tłumaczył, że dalsze pozostawanie go na zewnątrz mogłoby zaszkodzić autorytetowi państwa i Kościoła. 10 listopada krzyż po cichu trafił do kościoła św. Anny.

20 września prezydent powołał Edwarda Zalewskiego do Krajowej Rady Prokuratury. Był to dawny prokurator PRL, członek PZPR, prokurator krajowy za rządów Donalda Tuska i konkurent Andrzeja Seremeta w wyścigu o funkcję prokuratora generalnego. Wkrótce potem Zalewski stanął na czele Rady.

Zapraszamy do przeczytania podobnego artykułu: Referendum ws. odwołania Trzaskowskiego. Rusza zbiórka podpisów

24 września, na krótko przed wyborami samorządowymi, Komorowski wręczył wysokie odznaczenia grupie samorządowców, w większości kojarzonych z koalicją PO-PSL, w tym Hannie Gronkiewicz-Waltz i Adamowi Struzikowi. Kilka dni później doradcą prezydenta do spraw historii i dziedzictwa narodowego został Tomasz Nałęcz – lewicowy polityk, historyk i wieloletni członek PZPR. Do grona stałych doradców dołączyli również dawni działacze UD i UW: Tadeusz Mazowiecki, Jan Lityński i Henryk Wujec. Ministrem w Kancelarii Prezydenta została Irena Wóycicka.

Ordery, euro i Jaruzelski przy stole RBN

10 listopada, w przeddzień Święta Niepodległości, Orderem Orła Białego uhonorowani zostali Jan Krzysztof Bielecki, Aleksander Hall, Adam Michnik i bp Alojzy Orszulik. Już dwa dni później Komorowski zgłosił swoją pierwszą inicjatywę ustawodawczą – projekt zmian w konstytucji związany z członkostwem Polski w Unii Europejskiej i otwierający drogę do przyjęcia euro.

24 listopada, na zaproszenie prezydenta, w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego wzięli udział byli prezydenci i premierzy III RP. Wśród nich znalazł się Wojciech Jaruzelski. Spotkanie dotyczyło zbliżającej się wizyty prezydenta Rosji.

3 grudnia Komorowski powołał Andrzeja Rzeplińskiego na prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Był to liberalny prawnik, dawniej związany z UW i PO, a wcześniej także członek PZPR.

6 grudnia do Polski przyjechał Dmitrij Miedwiediew. Komorowski podsumował tę wizytę słowami, że okres „posuchy” w relacjach polsko-rosyjskich dobiegł końca. Dzień później w Warszawie gościł prezydent Niemiec Christian Wulff, który uczestniczył w obchodach 40. rocznicy podpisania układu granicznego między PRL a RFN. Komorowski mówił wówczas o polsko-niemieckim pojednaniu jako wzorcu dla innych państw.

Podczas grudniowej wizyty w Stanach Zjednoczonych prezydent zasłynął serią wypowiedzi, które trudno uznać za wzór dyplomatycznej powściągliwości. W rozmowie z Barackiem Obamą porównał relacje polsko-amerykańskie do małżeństwa, w którym żonie należy ufać, ale warto sprawdzać, czy jest wierna. Mówił też o dalekich polowaniach, bezpieczeństwie żon i dzieci oraz o wizowych pytaniach dotyczących terroryzmu, prostytucji i ludobójstwa. W innym wystąpieniu tłumaczył Amerykanom, czym jest bigos i „bigosowanie”, łącząc kulinaria z dawną szlachecką praktyką politycznego temperamentu.

Rok 2011: Smoleńsk, gafy i „bul w nadzieji”

1 stycznia 2011 roku Komorowski w rozmowie z TVP Info stwierdził, że podstawową przyczyną katastrofy smoleńskiej była próba lądowania w warunkach, w których absolutnie nie należało jej podejmować. Inne okoliczności określił jako dodatkowe i sugerował, by nie szukać „ekstranadzwyczajnych” wyjaśnień, bo jego zdaniem sprawa była boleśnie prosta.

7 stycznia prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę ograniczającą zatrudnienie w administracji państwowej o 10 procent. Była to pierwsza ustawa, której Komorowski odmówił podpisania.

7 lutego, podczas szczytu Trójkąta Weimarskiego w Wilanowie, z udziałem prezydenta Francji i kanclerz Niemiec, Komorowski zaliczył dwie dyplomatyczne wpadki. Najpierw sam schronił się pod parasolem z Angelą Merkel, zostawiając Nicolasa Sarkozy’ego na deszczu, a potem po wejściu do pałacu usiadł w fotelu, nie czekając na swoich gości.

17 marca, po trzęsieniu ziemi i tsunami w Japonii, para prezydencka wpisała się do księgi kondolencyjnej w ambasadzie Japonii. Krótki wpis przeszedł do historii z powodu błędów ortograficznych – prezydent solidaryzował się z ofiarami katastrofy „w bulu i nadzieji”.

Przeczytaj również: Grzegorz Lorek wraca do PiS. Kim jest poseł z Piotrkowa?

W maju, podczas wizyty szwedzkiej pary królewskiej, doszło do kolejnej niezręczności. Komorowski podczas uroczystego obiadu wzniósł toast kieliszkiem należącym do królowej.

10 lipca, przy okazji obchodów 70. rocznicy zbrodni w Jedwabnem, list prezydenta odczytał Tadeusz Mazowiecki. Komorowski pisał w nim o bólu, wstydzie i trudnej prawdzie, że naród ofiar bywał także narodem sprawców. Był to kolejny gest wpisujący się w znany nurt jednostronnego rozliczania polskiej historii.

13 września, podczas wizyty w Strasburgu, prezydent stwierdził, że osobne referendum w sprawie przyjęcia euro nie musi być konieczne, ponieważ Polacy wypowiedzieli się już w referendum akcesyjnym dotyczącym członkostwa w Unii Europejskiej. W jego ocenie mandat na wejście do UE obejmował również przyszłe zobowiązania zapisane w traktatach, w tym przyjęcie wspólnej waluty.

Rok 2012: WOŚP, prokuratura wojskowa i ograniczanie zgromadzeń

8 stycznia para prezydencka pojawiła się w telewizyjnym studiu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Prezydent objął XX Finał WOŚP honorowym patronatem, a na fasadzie Pałacu Prezydenckiego po zmroku rozbłysło logo Orkiestry. W kolejnych latach stało się to już stałym elementem finałów WOŚP.

1 lutego Komorowski powołał płk. Jerzego Artymiaka na stanowisko naczelnego prokuratora wojskowego. Zastąpił on gen. Krzysztofa Parulskiego, który odszedł po konflikcie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. Powołanie Artymiaka odczytywano jako wyraz niezadowolenia prezydenta, który wcześniej wspierał Parulskiego – PRL-owskiego prokuratora wojskowego i krytyka rządów PiS, awansowanego przez Komorowskiego do stopnia generała.

4 października prezydent podpisał nową ustawę o zgromadzeniach. Projekt zmian zgłosił sam Komorowski po wydarzeniach z 11 listopada 2011 roku. Nowe przepisy ograniczały swobodę organizowania manifestacji, między innymi utrudniając przeprowadzanie kilku zgromadzeń w tym samym miejscu i czasie oraz zwiększając odpowiedzialność organizatorów za działania uczestników.

24 października, na prośbę Aleksandra Kwaśniewskiego, Komorowski przyjął grupę byłych prezydentów różnych państw działających w Światowej Komisji do spraw Polityki Narkotykowej. Komisja ta, finansowana przez George’a Sorosa, opowiadała się za globalną legalizacją narkotyków.

11 listopada, wobec rosnącej popularności Marszu Niepodległości organizowanego przez środowiska narodowe, Komorowski zorganizował własny marsz pod hasłem „Razem dla Niepodległej”. Uczestniczyli w nim przede wszystkim przedstawiciele i sympatycy obozu władzy. Prezydent wraz z wybranymi politykami składał kwiaty przed pomnikami zasłużonych Polaków. Pod pomnikiem Witosa towarzyszyli mu Władysław Bartoszewski i politycy PSL, a pod pomnikiem Romana Dmowskiego – między innymi Maciej i Roman Giertychowie, Michał Kamiński oraz Aleksander Hall. Podobne marsze organizowano także w latach 2013 i 2014.

Rok 2013: czekoladowy orzeł, Wołyń i Janukowycz

2 maja para prezydencka wzięła udział w marszu „Orzeł może”, zorganizowanym przez „Gazetę Wyborczą” i radiową Trójkę. Symbolem wydarzenia stał się dwumetrowy orzeł z białej czekolady odsłonięty przed Pałacem Prezydenckim. Komorowski dziękował organizatorom za propozycję „zmodyfikowanego” sposobu obchodzenia polskich tradycji i prezentowania symboli narodowych.

26 czerwca prezydent zawetował ustawę o ustroju sądów powszechnych, którą poparły wszystkie kluby sejmowe poza Platformą Obywatelską. Ustawa miała przywrócić kilkadziesiąt sądów rejonowych zlikwidowanych wcześniej decyzją ministra Jarosława Gowina. Platformie udało się jednak utrzymać weto prezydenta i obronić reformę Gowina.

W lipcu, podczas obchodów 70. rocznicy rzezi wołyńskiej, Komorowski konsekwentnie używał określenia „zbrodnia o znamionach ludobójstwa”. Taka ostrożność w słowach nie przyniosła jednak oczekiwanych efektów. W Łucku prezydentowi nie towarzyszył prezydent Ukrainy, a jeden z młodych Ukraińców rzucił w Komorowskiego jajkiem.

24 lipca prezydent ratyfikował pakt fiskalny, który narzucał krajom Unii Europejskiej większą dyscyplinę finansów publicznych i przewidywał sankcje za łamanie przyjętych reguł.

7 sierpnia Komorowski zapowiedział, że nie weźmie udziału w referendum dotyczącym odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wkrótce potem skierował do Sejmu projekt ustawy podnoszącej próg frekwencji potrzebny do ważności referendum w sprawie odwołania wójta, burmistrza lub prezydenta miasta.

21 września prezydent uczestniczył w uroczystej premierze filmu Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” w Teatrze Wielkim. Mówił o nim jako o prawdziwej opowieści o ucieczce do lepszego świata i dziele, które ma kształtować pamięć młodego pokolenia o czasach przemian. Dziękował również Bogu za to, że się udało, a Lechowi Wałęsie – za odwagę i wybór właściwej drogi.

7 października, po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem, Komorowski wyrażał zadowolenie z polsko-ukraińskiej współpracy i podpisanego programu na lata 2013–2015. Mówił o optymistycznym wariancie współpracy Polski jako członka UE z Ukrainą jako przyszłym krajem stowarzyszonym. Niedługo później szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie zakończył się jednak klęską, ponieważ Janukowycz odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. Doprowadziło to do wydarzeń na Majdanie i obalenia ukraińskiego prezydenta, z którym Komorowski wcześniej utrzymywał dobre relacje.

3 listopada, po śmierci Tadeusza Mazowieckiego, Komorowski ogłosił żałobę narodową. Uroczystości pogrzebowe byłego premiera i prezydenckiego doradcy otrzymały charakter państwowy.

13 listopada Trybunał Konstytucyjny orzekł, że prezydent powinien był udostępnić opinie dotyczące zmian w OFE. Domagało się tego Forum Obywatelskiego Rozwoju, ale Kancelaria Prezydenta odwoływała się od kolejnych decyzji sądów administracyjnych korzystnych dla FOR. Trybunał uznał, że prawo obywateli do informacji o działalności władz publicznych obejmuje także działania prezydenta.

14 grudnia Komorowski powołał gen. Lecha Majewskiego na nowo utworzone stanowisko Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Była to najwyższa funkcja dowódcza w Wojsku Polskim. Majewski był absolwentem Wojskowej Akademii Lotniczej ZSRR.

20 grudnia przedstawicielem prezydenta w Radzie Polityki Pieniężnej został Jerzy Osiatyński, doradca Komorowskiego, dawny polityk UD i UW oraz minister finansów w rządzie Hanny Suchockiej.

Rok 2014: obrona WSI, hołdy dla „Gazety Wyborczej” i pogrzeb Jaruzelskiego

7 lutego w TVP Info Komorowski wrócił do sprawy likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Mówił, że głosując przeciwko ustawie likwidacyjnej w 2006 roku, zachował się nie tylko przyzwoicie, ale też mądrze i przewidująco. Twierdził, że wiedział, komu oddawane jest tak delikatne narzędzie jak polski wywiad, i że były to – jego zdaniem – ręce nieodpowiedzialne.

Prezydent przekonywał, że WSI można było reformować poprzez rozdzielenie wywiadu i kontrwywiadu oraz stworzenie osobnych pionów technicznych, ale likwidacja połączona z ujawnieniem ludzi i oskarżeniami bez wyroków sądowych była – jak twierdził – niegodziwością, głupotą i brakiem odpowiedzialności.

9 maja, podczas uroczystości z okazji 25-lecia „Gazety Wyborczej”, Komorowski dziękował całemu środowisku gazety za udział w walce o wolność. Odznaczenia państwowe otrzymało 40 dziennikarzy tego tytułu.

30 maja prezydent wziął udział w pogrzebie gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W Katedrze Polowej Wojska Polskiego mówił, że szacunek wobec śmierci nie powinien zależeć od politycznych ocen. Określił Jaruzelskiego jako prezydenta czasów przełomu ustrojowego i polityka mającego udział w umożliwieniu Polsce wejścia na drogę reform po 1989 roku. Jako zwierzchnik Sił Zbrojnych żegnał także „zasłużonego żołnierza frontowego”, który – jak mówił – dał dowody odwagi i poświęcenia dla ojczyzny.

4 czerwca Komorowski z wielką pompą celebrował rocznicę wyborów z 1989 roku, nazywaną przez niego „25-leciem Polskiej Wolności”. Było wystąpienie przed Zgromadzeniem Narodowym, uroczystości na Placu Zamkowym z udziałem Baracka Obamy, a także wspólne wydarzenia z prezydentem Niemiec Joachimem Gauckiem. Autostrada A2 otrzymała nazwę „Autostrada Wolności”, a obaj prezydenci zasadzili „Dąb Wolności”.

Przeczytaj artykuł o tym, Rozwój Plus Morawieckiego ma klub parlamentarny. Rozłam w PiS

Przy tej okazji Komorowski mówił o pojednaniu i przyjaźni polsko-niemieckiej oraz polsko-ukraińskiej jako wielkim dobrodziejstwie wolności. Stwierdził również, że polska droga na Zachód zawsze wiedzie przez Niemcy, a niemiecka droga na Wschód – przez Polskę.

19 listopada, trzy dni po wyborach samorządowych, których przebieg wzbudził ogromne wątpliwości, prezydent spotkał się z prezesami Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. Rozmowy dotyczyły zmian w Państwowej Komisji Wyborczej. Po spotkaniu Komorowski stwierdził, że nie ma zgody na kwestionowanie uczciwości wyborów i że mówienie o konieczności ich powtórzenia to „odmęty szaleństwa”. Dodał, że członkowie PKW są gwarantami bezstronności, uczciwości i legalności wyborów, choć niekoniecznie specjalistami od zarządzania.

Rok 2015: „chodź, szogunie” i podział na Polskę racjonalną oraz radykalną

27 lutego, podczas wizyty w Japonii, Komorowski odwiedził tamtejszy parlament. Tam doszło do jednej z najbardziej pamiętnych scen jego prezydentury. Prezydent wszedł na fotel przeznaczony dla sprawozdawcy i zawołał do szefa BBN Stanisława Kozieja, który robił mu zdjęcia: „Chodź, szogunie!”. Trudno o bardziej symboliczny obraz problemu, jaki przez pięć lat towarzyszył tej prezydenturze: braku wyczucia miejsca, sytuacji i powagi urzędu.

23 marca w „Gazecie Wyborczej” ukazał się tekst Bronisława Komorowskiego, w którym prezydent przedstawił nowy podział polityczny. Po jednej stronie postawił „Polskę racjonalną”, po drugiej „Polskę radykalną”. Pierwsza miała być dumna z sukcesów ostatnich 25 lat i gotowa szukać rozwiązań na przyszłość. Druga – według prezydenta – miała żyć głównie historycznymi krzywdami i przeszłością. Była to w gruncie rzeczy próba napiętnowania tej części Polaków, która nie chciała przyjąć opowieści III RP jako historii bezalternatywnego sukcesu.

9 kwietnia Komorowski przemawiał w Radzie Najwyższej Ukrainy. Dużo mówił o wspólnych doświadczeniach historycznych Polaków i Ukraińców, ale niemal całkowicie pominął sprawę ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach. Ograniczył się do ogólnej formuły o tragicznym apogeum konfliktu w latach II wojny światowej, gdy przelana została niewinna krew polska i ukraińska.

Tego samego dnia ukraiński parlament przyjął pakiet ustaw dekomunizacyjnych, wśród których znalazła się ustawa uznająca OUN-UPA za formację walczącą o niepodległość Ukrainy. Symbolika tego zbiegu wydarzeń była aż nadto czytelna.

Pięć lat prezydentury, których nie warto powtarzać

Kadencja Bronisława Komorowskiego była przedstawiana przez jego zwolenników jako czas stabilności, zgody i spokojnego reprezentowania państwa. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się tym pięciu latom widać obraz zupełnie inny: prezydenturę pełną niezręczności, salonowych gestów, personalnych ukłonów wobec ludzi dawnego systemu, obrony środowisk III RP i lekceważenia wrażliwości znacznej części społeczeństwa.

Były kontrowersyjne nominacje, ciepłe gesty wobec Jaruzelskiego, ordery dla ludzi „Gazety Wyborczej”, obrona WSI, próby ograniczania zgromadzeń, spór o krzyż przed Pałacem, lekceważenie wątpliwości po wyborach samorządowych i gafy dyplomatyczne, które obiegały media jako symbole nieporadności głowy państwa.

Dlatego 24 maja Polacy nie będą wybierać jedynie między dwoma nazwiskami. Będą decydować, czy chcą kontynuacji tej prezydentury, czy też nowego otwarcia. Po pięciu latach Bronisława Komorowskiego odpowiedź wydaje się oczywista: Polsce potrzebny jest prezydent, za którego nie trzeba będzie się wstydzić.

Udostępnij

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Polska walczy z Niemcami o centrum serwisowe pocisków Patriot. Kiedy decyzja?

Orlen zapłacił 1,6 mld zł za ropę, której nigdy nie dostał. Obajtek: po co zerwano kontrakt?

100 tys. podpisów za odwołaniem Trzaskowskiego zebranych. Zostały dwa tygodnie

Żołnierze sami mogą sobie kupić gogle i rękawice. MON nie zwróci pieniędzy.

Piotr Niemczyk w areszcie

Zmarł ks. Stanisław Małkowski, wieloletni współpracownik i felietonista Naszej Polski

W RCB powstaje krajowy plan ewakuacji. Wytyczne uzgadnia wojsko

Rosja generuje w AI polskie karty mobilizacyjne. Tak rosyjska propaganda straszy wojną z Polską swoich obywateli.

Inne kategorie

Czytaj także