PAWEŁ SIERGIEJCZYK: Lobbing za 20 milionów
Wpisany przez Paweł Siergiejczyk Środa, 28 Październik 2009 10:26
Ekonomia
Okoliczności zawarcia 10-letniej umowy między amerykańską firmą GTech a Totalizatorem Sportowym powinny być przedmiotem zainteresowania komisji śledczej. Przy okazji afery hazardowej wyszedł na jaw ciekawy szczegół. Minister sportu Mirosław Drzewiecki miał nie tylko podejmować działania na rzecz „odpowiedniego” kształtu ustawy o hazardzie, ale także pomagać Ryszardowi Sobiesiakowi – sławnemu „Rychowi” – w załatwieniu jego córce intratnej posady. Szef gabinetu politycznego ministra Marcin Rosół oferował Magdalenie Sobiesiak m.in. stanowisko wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu, biznesmena interesowało jednak ulokowanie córki w zarządzie Totalizatora Sportowego (TS). Ostatecznie do tego nie doszło, choć było bardzo blisko: Sobiesiakówna była już formalnie kandydatką, ale w przeddzień rozmowy kwalifikacyjnej zrezygnowała, ostrzeżona przez Rosoła, który prawdopodobnie musiał już wiedzieć, że kontaktami polityków PO interesuje się CBA.
Ryszard Sobiesiak dobrze wiedział, co robi, próbując zdobyć wpływy w Totalizatorze. Mimo dużych zmian, jakie w ostatnich latach nastąpiły w polskim hazardzie, TS pozostaje największym graczem na tym rynku (w 2000 r. jego udział wynosił ok. 57 proc., dziś – ok. 17 proc.). I chociaż jest to nadal firma w 100 proc. należąca do skarbu państwa – a może właśnie dlatego – wiele prywatnych podmiotów z zazdrością patrzy na dawnego monopolistę. Jak łakomym kąskiem mogą być umowy z TS, pokazuje przypadek amerykańskiej firmy GTech.
Wojna o lottomaty
Założycielem GTech był Wiktor Markowicz, absolwent matematyki na Uniwersytecie Warszawskim, który w 1964 r. wraz z rodzicami i siostrą wyjechał do Izraela. 6 lat później przeniósł się do Nowego Jorku i tu wraz z dwoma kolegami stworzył firmę GTech, która w szybkim tempie zdobyła 80 proc. światowego rynku loteryjnego. W Polsce pojawiła się zaraz po upadku poprzedniego ustroju i już w 1991 r. zawarła z Totalizatorem Sportowym umowę na wprowadzenie lottomatów działających w systemie on-line.
Kolejna umowa między GTech (i jej polskim przedstawicielstwem – spółką Grytek) a TS na obsługę systemu on-line została podpisana w maju 2001 r. Na jej podstawie do kolektur wprowadzono lottomaty nowej generacji. Podpisanie umowy poprzedziło jednak wielomiesięczne zamieszanie wokół państwowej firmy: dwukrotnie zmieniał się prezes TS (wiosną 2000 r. Sławomira Sykuckiego zastąpił Władysław Jamroży, który musiał odejść już w marcu 2001 r.), trwał konflikt we władzach Totalizatora, a ministrowie skarbu szybciej tracili stanowiska niż zdążyli podjąć rozstrzygające decyzje. Ostatecznie nowy kontrakt TS z Amerykanami zaakceptowała minister Aldona Kamela-Sowińska, która niedługo potem odeszła wraz z całym rządem Buzka.
Umowa jednak pozostała, i to na 10 lat. Bez niej GTech nie miałby w Polsce co robić, Totalizator jest tu bowiem jego jedynym klientem (na świecie obsługuje ponad 100 loterii). Nie wiadomo, ile amerykańska firma już zarobiła na umowach z TS, gdyż obie strony trzymają to w tajemnicy (patrz: ramka). Prezes GTech Polska Jacek Kierat stwierdził ostatnio w jednym z wywiadów, że „w Polsce zainwestowaliśmy dotychczas w rozwój 326 mln zł” – nie wiadomo jednak, jak ta suma ma się do zysków. Odnotujmy tylko, że kilka lat temu w prasie szacowano wartość umowy z 2001 r. na 250-300 mln dolarów.
„Monitorowanie rządu”
Od czasu zawarcia kontraktu o współpracy Amerykanów z Totalizatorem było raczej cicho. Z jednym, acz istotnym wyjątkiem. W październiku 2006 r. „Puls Biznesu” zamieścił kilka artykułów poświęconych osobie Józefa Blassa. Tenże Blass otrzymał od firmy GTech, której był konsultantem, aż 20 mln dolarów właśnie za umowę z TS z 2001 r. Sprawa wyszła na jaw podczas przesłuchań samego zainteresowanego przed urzędnikami Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego stanu Teksas, którzy zainteresowali się działalnością hazardowego potentata. Blass przyznał, że konsultantem GTech został dzięki osobistej znajomości z Markowiczem, że nie pracował ani według stawek godzinowych, ani na zasadzie prowizji od przychodów czy zysków, miał też osobiście nie angażować się w „działalność konsultacyjną” w Polsce, zatrudniał za to dwie osoby do „monitorowania polskiego rządu”, przy czym nie pozwolił im na używanie swojego nazwiska w związku z ich obowiązkami.
Te enigmatyczne informacje pozwalają przypuszczać, że owe 20 mln dol. to po prostu nagroda za skuteczny lobbing na rzecz GTech. Czy ten lobbing wyglądał tak, jak w wykonaniu „Rycha” i „Zbycha”? Raczej nie, gdyż Józef Blass to człowiek na nieporównanie wyższym poziomie i posiadający znacznie bardziej wpływowych znajomych.
Poszukiwacz sprzeczności
Aby zrozumieć wpływy i możliwości tej postaci, trzeba sięgnąć do jej młodości. Józef (rocznik 1945) jest bowiem synem Bronisława Blassa, który w latach stalinizmu był dyrektorem Wydziału Finansowego Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego – czyli bliskim współpracownikiem Hilarego Minca – a po 1956 r. wiceprezesem NBP i kierownikiem Katedry Finansów SGPiS. Młody Blass ukończył warszawskie liceum im. Gottwalda, a później studia matematyczne. Jeszcze jako licealista należał do Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności przy Staromiejskim Domu Kultury ZMS. Klub skupiał głównie dzieci PRL-owskiej nomenklatury, w dużej mierze – jak sam Blass – żydowskiego pochodzenia. Znajdziemy tam m.in. Adama Michnika, Jana Tomasza Grossa, Jana Lityńskiego, Marka Borowskiego, Seweryna Blumsztajna, Helenę Góralską (późniejszą posłankę UD i UW), Michała Kleibera (ministra nauki w rządach SLD, obecnie doradcę prezydenta RP i prezesa PAN). Spora część tego środowiska to szkolni koledzy Blassa.
Po marcu 1968 r., gdy ojciec został usunięty z pracy i z partii, cała rodzina Blassów wyjechała do USA. Tam Józef został wykładowcą matematyki na uniwersytetach Ohio i Michigan. Profesorem, tyle że pediatrii, została w Ameryce także jego żona, Ewa Schaff-Blass, córka prof. Adama Schaffa, czołowego ideologa marksizmu w PRL. Poza karierą naukową Józef Blass zajął się również biznesem, m.in. był prezesem banku inwestycyjnego Capital Management Corporation w Michigan, a później założył Pension Research Institute, zajmujący się dostarczaniem programów dla amerykańskich towarzystw emerytalnych.
Mimo tak intensywnego życia za oceanem Blass nie tracił nigdy kontaktów z krajem. Przed 1989 r. wspierał opozycję, a po zmianie ustroju pojawił się w Polsce jako doradca i praktyk biznesu. Doradzał kolejnym rządom przy reformie systemu ubezpieczeń, choć nie do końca go słuchano i dlatego potem krytykował niektóre z przyjętych rozwiązań. Został też właścicielem spółki transportowo-spedycyjnej Euroad, której prezesem uczynił Grzegorza Bielowickiego, wcześniej szefa młodzieżówki Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Pracę dla Blassa zaproponował Bielowickiemu znany poseł tej partii Zbigniew Janas. Euroad to zresztą nie jedyna firma, w którą zainwestował amerykański profesor. Inne to Radpol, Euromag, Metalplast-System czy zakłady ceramiczne w Łysej Górze. Każde z tych przedsiębiorstw to osobna historia, która nie ma jednak bezpośredniego związku ze sprawą GTech.
Znajomy prezydentów
Dokładnie 10 lat temu, w październiku 1999 r., prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył Józefa Blassa (a także kilkoro innych obywateli USA) Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP „za wybitne zasługi w rozwijaniu polsko-amerykańskiej współpracy naukowej, za promowanie polskiej gospodarki, nauki i kultury, za rozpowszechnianie wiedzy o Polsce”. Po uroczystej dekoracji w Pałacu Prezydenckim Kwaśniewski sprecyzował, że owe zasługi to działalność Fundacji Mikołaja Kopernika na Uniwersytecie Michigan (której Blass był współtwórcą w 1973 r.), a przede wszystkim zorganizowanie w siedzibie tej uczelni, w Ann Arbor, w kwietniu 1999 r. konferencji pt. „Wynegocjowany upadek komunizmu. Polski Okrągły Stół 10 lat później”. W imprezie tej brał udział sam Kwaśniewski, a także m.in. Adam Michnik, Tadeusz Mazowiecki, Jan Lityński, Zbigniew Bujak, Mieczysław F. Rakowski, prof. Janusz Reykowski, Stanisław Ciosek, Aleksander Hall, prof. Wiesław Chrzanowski, Lech Kaczyński, biskupi Bronisław Dembowski i Alojzy Orszulik.
Od tego czasu Uniwersytet Michigan stał się ulubioną amerykańską uczelnią Kwaśniewskiego (gościł tam wielokrotnie), a Józef Blass nawiązał bliską znajomość z ówczesnym prezydentem. Ale i kolejny prezydent, Lech Kaczyński, zdążył już poznać naukowca-biznesmena z USA. Do ich rozmowy doszło w lutym 2006 r., podczas wizyty polskiego prezydenta za oceanem. W tym spotkaniu wzięli też udział prezydenccy ministrowie: Robert Draba, Lena Dąbkowska-Cichocka i Ewa Junczyk-Ziomecka, a także prof. Michał Kleiber, który chodził z Blassem do tej samej klasy w liceum im. Gottwalda.
Czekając na nową umowę
Gdy przed trzema laty „Puls Biznesu” ujawnił podejrzaną rolę Blassa w zawarciu kontraktu GTech z Totalizatorem, wszyscy jego wpływowi znajomi w Polsce oświadczali, że nie mieli pojęcia o tej stronie działalności profesora. Jakkolwiek było naprawdę, nie ulega wątpliwości, że okoliczności zawarcia tej umowy powinny być wyjaśnione. Tak samo, jak należałoby wyjaśnić skalę wpływów i znajomości Józefa Blassa w elitach III RP. Mogłaby tym się zająć powstająca właśnie komisja śledcza ds. afery hazardowej. Tym bardziej, że umowa z 2001 r. wygasa za dwa lata, co oznacza, że najpewniej rozpoczęły się już zabiegi o jej przedłużenie lub zmianę kontrahenta.
Redakcja „Naszej Polski” zwróciła się do rzecznika prasowego Totalizatora Sportowego z następującymi pytaniami:
1. Jakie umowy wiążą dziś Totalizator Sportowy z firmą GTECH? Kiedy zostały zawarte i jak długo będą obowiązywać? Jakie usługi firma GTECH świadczy dziś na rzecz Totalizatora?
2. Czy podobne umowy, jak z GTECH, wiążą Totalizator z jakimiś innymi firmami zewnętrznymi?
3. Czy da się określić, ile pieniędzy firma GTECH zarobiła dotąd dzięki współpracy z Totalizatorem? Jaka to może być kwota (w złotówkach)?
4. Czy Totalizator planuje przedłużenie dotychczasowych umów z firmą GTECH? Jeżeli tak, to na jaki okres?
Zamiast odpowiedzi otrzymaliśmy następujące wyjaśnienie, podpisane przez Jarosława Tomaszewskiego (głównego specjalistę w Zespole PR i Komunikacji TS): „Szanowny Panie Redaktorze, sprawy o które Pan pyta są objęte tajemnicą przedsiębiorstwa lub tajemnicą handlową, a zatem proszę wybaczyć, ale nie mogę udzielić Panu odpowiedzi”.
NASZA POLSKA NR 43/2009